Oliwier Frąckowiak o bieganiu, wyrzeczeniach i starcie w USA. „Spełniłem dwa marzenia"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: Kacper Kinder

Oliwier Frąckowiak o bieganiu, wyrzeczeniach i starcie w USA. „Spełniłem dwa marzenia" - Zdjęcie główne
Autor: archiwum prywatne Oliwiera Frąckowiaka
Zobacz
galerię
4
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
SportDziś lekkoatletyka jest dla niego czymś znacznie więcej niż tylko treningiem i zawodami. Oliwier Frąckowiak (MUKS Kadet Rawicz) w ostatnim czasie może cieszyć się z uzyskanych wyników na Mistrzostwach Świata U20 Eugene w amerykańskim stanie Oregon. Start na takiej imprezie to efekt codziennej pracy, konsekwencji, setek godzin spędzonych na treningach, ale także nauka radzenia sobie z presją i własnymi słabościami.
reklama

Początek przygody Oliwiera Frąckowiaka z lekkoatletyką nie był szczególnie skomplikowany. Gdy grał w piłkę, wyróżniał się przede wszystkim szybkością.

- Można powiedzieć, że było widać, że jestem dużo szybszy od innych - wspomina.

Duży wpływ na jego dalszą drogę miał również wujek, który sam biegał. To właśnie dzięki niemu Oliwier trafił na treningi lekkoatletyczne i postanowił sprawdzić, czy ten sport jest dla niego. Na początku nie była to jednak miłość od pierwszego treningu. Jak sam przyznaje, dopiero z czasem zaczął coraz bardziej odnajdywać się w lekkoatletyce. Dzisiaj sport daje mu nie tylko możliwość rywalizacji i osiągania kolejnych celów, ale również dobre samopoczucie - zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Konsekwencja kluczem do sukcesu

reklama

Droga do miejsca, w którym znajduje się obecnie, nie zawsze była łatwa. Wspomina momenty zwątpienia i chwile, kiedy pojawiała się myśl, żeby odpuścić. Oliwierowi udało się jednak za każdym razem iść dalej - dzięki czemu jego wyniki mówią same za siebie, było warto. Oliwier będąc na zawodach w USA uzyskał dobre rezultaty:
 

  • Sztafeta 4x400 m mix - 9. miejsce.
  • Sztafeta 4x400 m męska - 7. miejsce.
  • 400 m indywidualne - 31. miejsce.

- Przede wszystkim była to droga oparta na niepoddawaniu się i ciągłej walce ze sobą - komentuje wyniki. 

Dzisiaj jego treningowa rzeczywistość jest daleka od przypadkowego pojawiania się na stadionie. Na treningi przeznacza około półtorej do dwóch godzin dziennie, sześć razy w tygodniu. Do tego dochodzi regeneracja, szkoła oraz liczne wyjazdy na obozy treningowe. W ciągu roku spędza na nich około 70 dni. To pokazuje, jak dużą część życia młodego zawodnika zajmuje sport.

reklama

Nie zawsze można zrobić to, na co ma się ochotę

Osiągnięcie wysokiego poziomu sportowego wymaga również rezygnacji z części codziennych przyjemności. Oliwier dobrze wie, kiedy może sobie pozwolić na więcej, a kiedy najważniejsza jest regeneracja. Weekendowy wypad "na miasto" nie zawsze jest więc najlepszym pomysłem. Jeśli organizm potrzebuje odpoczynku, trzeba mu go zapewnić.

Stara się zdrowo odżywiać, ogranicza słodycze i słodkie napoje. Nie chodzi jednak o obsesyjne liczenie każdej kalorii.

- Wiem, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie - podkreśla.

Sen, regeneracja, głowa

W sporcie na wysokim poziomie sam trening to zdecydowanie za mało. Oliwier dużą wagę przykłada do regeneracji. Podstawą jest dla niego sen minimum osiem godzin dziennie. W razie potrzeby pojawia się również krótka drzemka, masaż i inne formy regeneracji. Jeszcze ważniejsza jest jednak głowa.

reklama

- Wolałbym być przygotowany fizycznie na 50%, a psychicznie na 100%, niż odwrotnie - mówi.

Oliwier pracuje nad swoją mentalnością między innymi poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe i kontakt z naturą. Wszystko po to, żeby podczas zawodów potrafić odciąć się od niepotrzebnych myśli i skupić na swoim zadaniu. Tuż przed najważniejszymi zawodami nie ma magicznego sposobu na całkowite wyłączenie emocji. Pojawiają się nerwy, pytania i wątpliwości.

- Czy dam radę? Czy się uda? - takie myśli również pojawiają się w jego głowie.

Kluczowe jest jednak to, żeby nie pozwolić im przejąć kontroli.

Sam start poprzedza dokładnie zaplanowana rutyna. Odpowiednio wcześnie zjedzony posiłek, przygotowanie organizmu i w końcu rozgrzewka. To właśnie wtedy Oliwier zaczyna całkowicie koncentrować się na biegu.

reklama

-  Wtedy odcinam się od wszystkiego i po prostu robię swoje - przyznaje.

Sport bez obsesji

Choć lekkoatletyka zajmuje bardzo ważne miejsce w jego życiu, Oliwier nie chce, żeby sport całkowicie je zdominował. Ma swoje pasje, spędza czas z rodziną i znajduje przestrzeń na rzeczy, które po prostu sprawiają mu przyjemność. Jego zdaniem to również może być elementem sportowego rozwoju. Odpoczynek od treningu i możliwość zajęcia głowy czymś innym pozwalają zachować odpowiedni dystans.

- Nie można przecież żyć tylko sportem - mówi.

W osiąganiu kolejnych celów pomaga mu również systematyczność. Nie chodzi o to, żeby każdego dnia wszystko wychodziło idealnie. Najważniejsze jest wykonywanie swojej pracy niezależnie od tego, czy danego dnia forma jest lepsza, czy gorsza.

Orzeł na piersi to powód do dumy

Jednym z wyjątkowych momentów w sportowej drodze Oliwiera było reprezentowanie Polski podczas zawodów w USA.

- Przede wszystkim duma. Zawsze mam też ogromną chęć pokazania, że jestem z Polski i godnie ją reprezentuję - mówi.

Sama atmosfera zawodów zrobiła na nim ogromne wrażenie. Obok siebie można było zobaczyć zawodników ze Stanów Zjednoczonych czy Jamajki, a poziom rywalizacji pokazał mu jak dużo musiał osiągnąć by się tam znaleźć. Dla młodego zawodnika był to wyjątkowy moment  nie tylko ze względu na sam start, ale również świadomość, że znalazł się w miejscu, w którym rywalizują sportowcy z całego świata.

Dwa marzenia spełnione jednocześnie

Wyjazd do Stanów Zjednoczonych miał dla Oliwiera również znaczenie zdecydowanie wykraczające poza sport. Od dziecka marzył o tym, żeby polecieć do USA i zobaczyć Amerykę. Tym razem nie tylko udało mu się spełnić to marzenie, ale zrobił to w wyjątkowych okolicznościach jako sportowiec reprezentujący Polskę.

- Spełniłem dwa marzenia w jednym momencie - podkreśla.

Szczególnie zapadł mu w pamięć moment wejścia na stadion. Świadomość, że za chwilę stanie na bieżni i będzie rywalizował z zawodnikami z całego świata, ta chwila była dla niego jednym z najbardziej wyjątkowych przeżyć całego wyjazdu.

Za każdym zawodnikiem stoi zespół

Osiągnięcia młodego sportowca nie są wyłącznie jego zasługą. Ogromną rolę w jego rozwoju odgrywa trenerka Aldona Świtała. To ona przygotowuje plany treningowe, pomaga podejmować decyzje i wie, jak prowadzić zawodnika, żeby ten mógł się dalej rozwijać. Jest również osobą, która potrafi dostrzec rzeczy, których sam Oliwier czasami nie zauważa.

- Bez mojej trenerki nie byłbym w miejscu i na poziomie, na którym jestem dzisiaj - przyznaje.

Niezwykle ważna jest rodzina. Jak podkreśla Oliwier, może liczyć na jej wsparcie niezależnie od wyniku. To szczególnie istotne w sporcie, który potrafi mocno obciążać psychicznie. Zwycięstwa i medale są oczywiście ważne, ale równie ważna jest świadomość, że po nieudanym starcie wciąż ma się obok siebie ludzi, którzy wierzą.

Wynik to nie wszystko

Historia Oliwiera Frąckowiaka pokazuje, że sportowy rozwój nie zawsze zaczyna się od wielkiej pasji. Czasami potrzeba czasu, żeby odnaleźć w nim coś własnego. Później przychodzą treningi, wyrzeczenia, obozy, regeneracja, szkoła, stres przed startem i nieustanna walka z własnymi słabościami. Sukces nie jest efektem jednego dobrego dnia, ale setek tych zwyczajnych - kiedy trzeba po prostu wstać i zrobić swoją pracę.

Oliwier stawia na systematyczność, odpowiednie nastawienie i czerpanie ze sportu radości. A doświadczenie startu w USA pokazało mu, że marzenia, które kiedyś wydawały się odległe, mogą stać się rzeczywistością. Czasem wystarczy po prostu nie przestać biec.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo