Sześć goli
W Jutrosinie spotkały się zespoły, które w czterech wcześniejszych spotkaniach zgromadziły po pięć punktów. Postawiły na otwartą grę. Nikt nie chował się za podwójną gardą. Obie walczyły o komplet punktów.
Na prowadzenie wyszli goście, ale szybko odpowiedział Mateusz Świątek. Przyjezdni domagali się odwołania gola, dopatrując się wcześniej u jednego z Jutrosinian zagrania ręką. Arbitra nie przekonali. Trafienie zostało uznane. Do przerwy było 1:1, choć goli mogło paść znacznie więcej. Zawodnicy obu ekip mogli się łapać za głowy, gdy po ich uderzeniach nie zatrzepotała w siatce.
Wystarczyło 20 sekund drugiej połowy, a na prowadzenie wyszli gospodarze. Świetnym pressingiem popisał się Mateusz Świątek. Walczył o piłkę przy polu karnym rywali, a to zaowocowało błędem w szeregach gości. Mateusz Świątek podał do niepilnowanego Jakuba Smektały, a ten po uderzeniu z dystansu mógł się cieszyć z gola na 2:1. Prowadzenie nie utrzymało się długo. Już minutę później był remis.
Mecz nadal był ciekawym widowiskiem. Raz jedni, raz drudzy meldowali się w polu karnym rywali. Gole strzelali już jednak tylko goście. Na prowadzenie wyprowadził ich Bartosz Doroziński, a ostatnie trafienie było samobójcze. Przy próbie wybicia piłki niefortunnie do własnej bramki skierował ją Karol Grocholski. W 79. minucie było 2:4.
W szeregach gospodarzy tliła się jednak jeszcze nadzieja. W całym spotkaniu aż siedemnastokrotnie wykonywali rzuty różne. Nie przyniosły one jednak żadnego gola. Mimo ambitnej postawy, więcej goli nie padło. Spotkanie zakończyło się rezultatem 2:4.
- Do tej pory oczy mnie bolą po błędach. Nie oglądało mi się tego spotkania przyjemnie. Popełniliśmy cztery karygodne błędy w obronie i straciliśmy cztery bramki - przyznał Tomasz Skrzypczak, trener Orli. - Po spotkaniu powiedziałem chłopakom w szatni, że nie damy rady wygrać meczu, jak prezentuje się cztery bramki rywalom. One padły po naszych błędach. Oczywiście, popełniliśmy te błędy i przeciwnicy też, ale aż cztery na jeden mecz, to za dużo.
Postawę golkipera gości docenił trener Orli.
- No bramkarz Polonii - rewelacja. Gratuluję mu, naprawdę zagrał dobry meczu. Kilkukrotnie gości uchronił. Aczkolwiek muszę pochwalić też Sebastiana Koniecznego, naszego bramkarza, który też wiele sytuacji wybronił. Przy żadnej bramce nie zawalił. Oczywiście, cztery piłki wyjmował w sieci, wydawałoby się, że mógł spisać się lepiej, ale myślę, że rozegrał dobre spotkanie - dodał Tomasz Skrzypczak. - Szkoda tego meczu, bo uważam, że też mamy potencjał i dzisiaj mieliśmy bardziej doświadczony zespół. Po tej bramce na 2:1 tą piłkę powinniśmy poszanować, ten mecz troszeczkę uspokoić i zagrać go pod własne dyktando, ale powtórzę się. Popełnialiśmy błędy, szybko padł gol na 2:2, wkradła się ta nerwowość, ta wiara w siebie opadła, niestety i przez to niepotrzebnie zmierzamy na dół tabeli - przyznał. - Teraz mamy puchar w środę. Chcemy wygrać w Krzywiniu, a później w sobotę jedziemy do Wilkowic. Jak najbardziej musimy wygrywać. Wiem, że nas stać jeszcze na wiele - podsimował.
Bramki:
0:1 Bartosz Doroziński (16')
1:1 Mateusz Świątek (22')
2:1 Jakub Smektała (46')
2:2 Kacper Koga (47')
2:3 Bartosz Doroziński (67')
2:4 samobójcza - Karol Grocholski (79')
Skład Orli: S. Konieczny - P. Przewoźny (77' M. Straburzyński), P. Wawrzyniak, K. Grocholski, S. Herman (46' M. Samol), A. Spychalski (67' M. Wawrzyniak), J. Smektała, I. Górniak (61' M. Niestrawski), K. Kowalski, M. Świątek (87' J. Szymanowski), K. Plewa
Skład gości: M. Weber - N. Kozimala (90' S. Prałat), T. Krawiec, K. Ciesielski, A. Kończyk, J. Długaszewski, B. Doroziński (90' M. Kożyczak), K. Koga (80' M. Hądzlik), W. Praiss (75' A. Wawrowski), H. Janaszak (60' Sz. Kózka), F. Matyla (87' P. Nowak)