Gmina Rawicz rozważa zaciągnięcie krótkoterminowej pożyczki w wysokości do 16,5 mln zł. Zgodnie z dzisiejszym oświadczeniem burmistrza Grzegorza Kubika, krok ten nie wynika z problemów finansowych samorządu, lecz z konieczności pokrycia czasowej luki finansowej. Decyzja ta - zdaniem włodarza - ma zabezpieczyć terminowe wypłaty dla wykonawców inwestycji finansowanych ze środków zewnętrznych.
Finansowy pomost na czas oczekiwania na dotacje
Główną przyczyną analizowanego kroku są - jak tłumaczy burmistrz - opóźnienia proceduralne w przekazywaniu przyznanych dotacji. Gmina realizuje projekty dofinansowane między innymi z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). W procesie tym dochodzi do sytuacji, w której zadanie zostało już zrealizowane i wymaga uregulowania faktur, podczas gdy refundacja środków z instytucji finansujących jeszcze nie wpłynęła na konto samorządu.
Może więc dojść do sytuacji, w której inwestycja będzie już wykonana, a Gmina będzie zobowiązana zapłacić wykonawcy, podczas gdy środki z dofinansowania wpłyną dopiero później. Chcemy jednak, aby wykonawcy otrzymali swoje pieniądze w terminie - mówi Grzegorz Kubik.
Ewentualne zobowiązanie ma mieć charakter wyłącznie pomostowy. Oznacza to, że pożyczona kwota posłuży do zachowania płynności finansowej do momentu spłynęcia środków z dotacji.
Kluczowe decyzje i spłata zobowiązania
Wartość analizowanej pożyczki może sięgnąć maksymalnie 16,5 mln zł, jednak jej ostateczna kwota oraz sam fakt jej zaciągnięcia zależą od harmonogramu wypłat przyznanych dofinansowań. Środki z dotacji mogą trafić do budżetu gminy jeszcze w bieżącym roku lub na początku 2027 roku.
Jak deklaruje burmistrz zobowiązanie zostanie spłacone jednorazowo lub w częściach, bezpośrednio po wpłynięciu kolejnych transz dofinansowania. Do sfinalizowania procedury i podjęcia pożyczki niezbędna będzie zgoda Rady Gminy Rawicz.
Burmistrz zaznacza, że zdecydował się na wcześniejsze poinformowanie opinii publicznej, aby zapobiec spekulacjom:
Informuję o tym już teraz, zanim temat pojawi się w publicznej dyskusji. Uważam, że mieszkańcy powinni najpierw poznać fakty, a dopiero później czytać ich interpretacje - zaznacza włodarz gminy.