Trudny początek i walka z "morderczym tempem"
Wizja całodobowego marszu wymaga nie tylko doskonałego przygotowania kondycyjnego, ale przede wszystkim strategicznego rozłożenia sił. Dla Eweliny Górczak początek rywalizacji, który nastąpił w sobotę o godzinie 16.00, okazał się jednak niezwykle chaotyczny. Jak sama relacjonuje, pierwsze 25 kilometrów przypominało walkę o odnalezienie właściwego rytmu.
Utrzymanie stałej prędkości jest kluczem do przetrwania 24 godzin w ruchu. Tymczasem na początkowym etapie tempo falowało – od zbyt szybkiego, po momenty nadmiernego zwolnienia. Przy tak ekstremalnym dystansie każda minuta regeneracji, krótka przerwa na posiłek, uzupełnienie płynów czy maksymalnie 50-mitutowy odpoczynek były na wagę złota, jednak brak stabilizacji na starcie kosztował mnóstwo energii.
Medyczna interwencja na trasie
Prawdziwy sprawdzian charakteru zaczął się jednak bardzo wcześnie. Już na 13. kilometrze na stopie zawodniczki pojawił się pierwszy pęcherz. W tej dyscyplinie to sygnał alarmowy, który wymaga natychmiastowej reakcji.
Górczak zdecydowała się na szybką zmianę obuwia. Niestety, decyzja ta niosła za sobą opłakane skutki – nowa para butów zamiast ulgi, wyrządziła stopom jeszcze większe szkody. Pojawiły się kolejne bolesne uszkodzenia skóry, a sytuację na trasie musiał ratować personel medyczny. Dalszy marsz z takimi urazami stał się czystą walką z bólem.
Nocna "czarna dziura" i psychologiczna pułapka rawickich plant
Drugim, obok bólu fizycznego, przeciwnikiem okazała się pogoda oraz monotonia. Połączenie narastającego wycieńczenia organizmu z niską temperaturą w nocy doprowadziło zawodniczkę do stanu skrajnego odcięcia. Ceną za przetrwanie tych najtrudniejszych godzin była chwilowa utrata pamięci – zawodniczka przyznaje, że z nocnych godzin zmagań ma w głowie "czarną dziurę".
Do tego doszła specyfika trasy. Pętla wokół rawickich plant, którą Górczak w trakcie zawodów pokonała aż 40 razy, z jednej strony gwarantuje doping kibiców, z drugiej – staje się pułapką monotoni. Znając każdy szczegół architektury, zawodniczka odliczała kolejne punkty kontrolne.
Sukces większy niż rok temu: 112 kilometrów dumy
Mimo wszystkich przeciwności losu, tegoroczny start okazał się gigantycznym sukcesem i pokazem sportowego progresu. Podczas gdy w ubiegłym roku dystans 100 kilometrów Ewelina Górczak pokonała w 22 godziny, tym razem ta sama magiczna bariera pękła już po 20 godzinach marszu.
Ostateczny wynik - 112 kilometrów - oznacza stuprocentową realizację przedstartowych założeń, którymi było poprawienie zeszłorocznego rezultatu o dokładnie dwie pętle. Sukces ten smakuje tym lepiej, że reprezentantka Bojanowa rzuciła wyzwanie utytułowanym zawodniczkom z federacji nordic walking, udowadniając, że pasja i śmiałość w realizowaniu własnych celów pozwalają stawać jak równy z równym z profesjonalistami.
- 112 km dla mnie to wielki sukces, dziewczyny, które zajęły pierwsze i drugie miejsce są z federacji nordic walking, więc dla nich 100 km to pestka. Tym bardziej moje zwycięstwo cieszy na maksa, bo pięć lat temu zaczynałam od 30 km. Mój plan został zrealizowany w 100%, założenie było proste 2 pętle więcej niż w zeszłym roku i udało się, 112 km jest moje! Mam już plan na przyszłoroczny festiwal, ale jeszcze go nie zdradzę - mówi Ewelina Górczak.