Reklama

Trzeba się śmiać, a nie płakać

Opublikowano:
Autor:

Trzeba się śmiać, a nie płakać - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości

Upatrzyłam go sobie, bo był bardzo przystojny. Poprosił mnie do tańca na zabawie i tak się zaczęło - wspomina Stanisława Bernadek z Rogożewa. Wraz z mężem Stanisławem kilka dni temu obchodzili 60. rocznicę ślubu. Świętowali ją w gronie licznej rodziny.

Dziś są szczęśliwi i dumni ze swojej rodziny, ale zanim się poznali i pobrali, przeżyli ciężkie chwile. Ich dzieciństwo przypadło bowiem na lata wojenne. Pani Stanisława wraz z rodziną została wywieziona do Niemiec, a następnie do obozu w Łodzi. Szczęśliwie udało im się wrócić do Rogożewa. Pan Stanisław jako kilkuletni chłopiec ciężko pracował będąc pomocnikiem parobka w niemieckim gospodarstwie. Później trzy lata spędził w wojsku w Bieszczadach, a jak sam mówi, nie było tam wtedy ani ludzi, ani Boga. Poznali się, gdy mieli po 20 lat - na zabawie w Rogożewie. - Ja go sobie już wcześniej upatrzyłam, bo był przystojny. On nawet nie wiedział, że ja go obserwuję. Na zabawie w Rogożewie koleżanki też chciały z nim tańczyć, ale on przyszedł właśnie po mnie. Tak się zaczęło - wspomina Stanisława Bernadek. Pobrali się po około roku znajomości. - Były jakieś przerwy w tym czasie, bo się wzajemnie testowaliśmy - dodaje pan Stanisław. Jak opowiada, wesele na 40 osób zorganizowano w domu rodzinnym jego małżonki. Przyznaje, że dokładnie wie, jak żona wyglądała w dniu ślubu. - Ważyła wtedy 52 kg, a teraz jeszcze raz tyle się zrobiło. Co roku kilo - dodaje ze śmiechem, bo znany jest ze swojego poczucia humoru. Powtarza, że trzeba się dużo śmiać, a nie płakać. Jak zaznacza, 60 wspólnie spędzonych lat upłynęło im spokojnie, choć sprzeczki także bywały. - Nie było sytuacji, że musiałem odejść - żartuje Stanisław Bernadek. - Ja zawsze żonie ustępowałem.

Pan Stanisław 15 lat pracował w Krotoszynie, w Technicznej Obsłudze Rolnictwa (dzisiejsza odlewnia), gdzie produkowano tuleje do samochodowych tłumików. Sporo czasu zajmowały mu dojazdy - trasę pokonywał rowerem i pociągiem. - Wystarczyło chwilę się spóźnić na stację, a już tylko czerwone światełko odjeżdżającego pociągu było widać. Za kawalera miałem blisko do pracy, bo mieszkałem w Smolicach, a później sobie pogorszyłem sytuację - śmieje się Stanisław Bernadek, który po zachorowaniu na żółtaczkę, przeszedł na rentę i gdy się wyleczył, zajął się prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Początkowo mieli z żoną zaledwie 3 hektary, które z biegiem czasu rozwinięto do 22 hektarów. Obydwoje, oprócz pracy na roli, zawsze bardzo udzielali się społecznie. Pani Stanisława należała do miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich, a jej mąż przez 15-lat był radnym i aktywnie działał w Ochotniczej Straży Pożarnej. W tym roku, przy okazji 65-lecia jednostki został uhonorowany odznaką honorową „SEMPER VIGILANT” (wiecznie czuwający). - Tych wyróżnień mam chyba cały karton - dodaje strażak, który mimo iż ma już 85 lat, nadal jest bardzo aktywny i pracowity osobą. Opiekuje się żoną, która ma problemy z poruszaniem się. Pomaga w gospodarstwie, pracuje w ogrodzie, porąbie drzewo na opał, jeździ traktorem. Doskonale zajmuje się także prawnukami - mieszkająca z nim 2-letnia Oliwka uwielbia spędzać czas ze swoim pradziadkiem.

(JM)

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE