Jedna z najważniejszych premier książki „Król Tanga” odbyła się w Bojanowie, ponieważ to właśnie w tej gminie jej bohater - Tadeusz Miller - spędził 18 lat swojego krótkiego, zaledwie 32-letniego życia. Wydarzenie zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Bojanowie miało miejsce w gościnnych wnętrzach klubu seniora. Sala była wypełniona po brzegi, a wśród gości znalazły się osoby zupełnie wyjątkowe: syn artysty, Tadeusz Miller, wraz z przybraną siostrą Janiną oraz rodzina Zdzisława Millera - brata bohatera publikacji.
Gwiazdą wieczoru była autorka biografii - Sylwia Trojanowska, która nie kryła wzruszenia wysoką frekwencją oraz obecnością najbliższych osoby, którą starała się jak najwierniej przedstawić na kartach swojej książki.
Rodzinne korzenie w Golinie Wielkiej
- „Król tanga” opowiada o niezwykłym człowieku i muzyku, który odniósł wielki sukces w latach powojennych, lecz jego karierę przerwała tragiczna śmierć. Ten wyjątkowy artysta znaczną część swojego życia spędził w naszej Golinie Wielkiej. W budynku, w którym dziś mieści się przedszkole, mieszkał wraz z rodzicami, bratem Zdzisławem oraz dwiema siostrami – Danką i Stefanią. Rodzina wprowadziła się tam w 1921 roku, a wyjechała w 1939. Ojciec Tadeusza był dyrektorem szkoły, mama nauczycielką. Tata dodatkowo zajmował się pszczelarstwem. Była to rodzina bardzo znana w wiosce, choćby z racji wspomnianej pasji pszczelarskiej - przypomniała dyrektor bojanowskiej biblioteki, Aldona Łuczak.
Przybyłych gości powitała burmistrz Paulina Wolsztyniak, zaznaczając, że dla niej to także wyjątkowe spotkanie.
- Jestem już po lekturze tej pięknej książki, która wywołała we mnie ogrom emocji i łez. Przyznam szczerze, że spotkanie z panem jest dla mnie bardzo ważne. Naprawdę dziękuję, że znalazł pan czas, by nas odwiedzić - mówiła, kierując słowa do syna Tadeusza Millera.
Rozmowy o kulisach powstawania biografii poprzedził krótki występ artystyczny przygotowany przez uczniów z Goliny Wielkiej. Przedstawili oni sceny z życia artysty, czym wzruszyli publiczność i zostali nagrodzeni gromkimi brawami.
Iskra, która dała początek książce
- Bardzo się cieszę, że tu jesteście i macie w sobie ciekawość, by poznać niezwykłe losy Tadeusza i Luny Millerów. Byli to ludzie tacy jak my, którzy dzięki splotowi okoliczności osiągnęli coś więcej. Napisałam tę książkę najprawdziwiej, jak potrafiłam, aby jak najlepiej oddać ich życie - zaznaczyła Sylwia Trojanowska.
Pisarka zdradziła, że na historię Tadeusza Millera trafiła dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. W 2024 roku nagrywała podcast z dziennikarką, z którą rozmawiała o swojej twórczości. Po nagraniu rozmówczyni wspomniała o swoim reportażu dotyczącym zapomnianego szczecińskiego artysty. Autorka przesłuchała wówczas krótki, 20-minutowy materiał przygotowany dla Radiowej Jedynki. To właśnie wtedy poczuła „iskrę” i przekonanie, że jest to historia warta opowiedzenia światu.
Trojanowska poprosiła o kontakt do syna muzyka. Początkowo rodzina z niedowierzaniem podchodziła do pomysłu wskrzeszenia pamięci o artyście. Kluczowe dla powstania biografii okazały się materiały przekazane przez syna muzyka i jego siostrę Janinę. Autorka korzystała m.in. z listów i pamiątek, które żona Millera, Luna, pieczołowicie przechowywała. W ustalaniu faktów pomogli jej także pasjonaci historii: Marcin Triebs, który odnalazł datę przyjazdu rodziny do Goliny Wielkiej, oraz Witold Mikołajczyk, który pomógł ustalić szczegóły edukacji artysty. Początkowo opowieść miała być jedynie bazą do spektaklu, jednak ogrom materiałów skłonił autorkę do napisania pełnej powieści biograficznej.
Dlaczego świat o zapomniał o Tadeuszu Millerze?
Tytuł „Król tanga” przylgnął do Tadeusza Millera - fenomenalnego piosenkarza powojennej estrady, którego kariera, choć niezwykle intensywna, trwała zaledwie rok (1946–1947). Przydomek ten zyskał dzięki błyskawicznemu podbiciu serc słuchaczy swoimi interpretacjami tang i szlagierów. W ciągu kilkunastu miesięcy nagrał ponad 60 utworów, które rozchodziły się w ogromnych nakładach (nawet do 15 tysięcy egzemplarzy) w zaledwie kilka dni. Jego głos regularnie rozbrzmiewał w Polskim Radiu, towarzysząc ludziom w trudnych czasach odbudowy kraju.
Dlaczego więc o nim zapomniano i niewiele się mówiło przez ostatnie 80 lat?
- Nie pamiętano o nim przede wszystkim dlatego, że nie miał przywileju długiego życia - zginął w wieku zaledwie 32 lat. Został rozjechany przez radziecką ciężarówkę, prawdopodobnie kierowaną przez pijanych radzieckich żołnierzy. Gdyby żył tak długo jak Mieczysław Fogg, być może pozostałby w naszej pamięci, bo radio było już wtedy na innym poziomie. Za jego czasów piosenki były ważne, ale wykonawcy niekoniecznie, a gdy zaczął się przebijać, jego życie dobiegło końca. Miller był też często mylony z innym wykonawcą ze względu na duże podobieństwo głosów. W radiu często zapowiadany był Mieczysław Fogg, a puszczano Tadeusza Millera. Fachowcy twierdzą jednak, że Fogg był w śpiewie bardziej dystyngowany, natomiast Miller bardziej przystępny, jakby naprawdę zapraszał do tańca - wyjaśniała pisarka.
Nowe życie legendy
Sylwia Trojanowska podkreślała, że pisząc książkę, która na nowo rozsławiła tę niezwykłą osobę, czuła wielką presję, bo nie pisała o postaciach fikcyjnych, lecz o ludziach, którzy żyli i mają krewnych mogących ją ocenić.
- Dlatego tak długo studiowałam listy, zdjęcia i szukałam emocji między słowami, by przelać je na papier. Myślę, że się udało – mówiła autorka. Zaznaczała, że w efekcie powstała powieść o wielkiej pasji do muzyki i życia oraz czerpaniu radości z drobnych rzeczy.
Przytoczyła, że Tadeusz Miller nie miał koneksji - po przyjeździe do Szczecina wraz z żoną podjęli pracę jako urzędnicy (on w Radio Szczecin). Szansa pojawiła się, gdy w radiu powstała luka i zaproponowano mu występ w koncercie życzeń. Miller kochał śpiewać, a żona była jego muzą i motorem napędowym. W ciągu miesiąca z urzędnika stał się piosenkarzem, śpiewając w rozgłośniach w Szczecinie, Warszawie, Łodzi i Poznaniu. We wrześniu 1946 roku zainteresował się nim Mieczysław Wejman, właściciel Poznańskiej Fabryki Płyt Gramofonowych „Mewa” i łowca talentów. Pierwszą nagraną w wytwórni piosenką, było tango "Idziemy znów Nowym Światem", a utwór "Kwiat paproci" sprzedał się w rekordowym - jak na tamte czasy - nakładzie. Była to najlepiej sprzedająca się płyta w historii poznańskiej firmy. Nie bez powodu więc kwiat paproci widnieje na okładce książki.
Bojanowo - miejsce bez przypadków
Gdy rok temu Sylwia Trojanowska gościła w Bojanowie z książką „Kobieta o białych oczach”, której akcja częściowo dzieje się w tym mieście, nikt nie wiedział jeszcze, że kolejna publikacja będzie mocniej związana z tym rejonem.
- Nic nie dzieje się przypadkiem. Już podczas pierwszej wizyty zostałam tu cudownie przyjęta, zachwycił mnie tutejszy rynek i wiedziałam, że tu osadzę bohaterów swojej książki. Dopiero później dowiedziałam się o związkach Millera z Goliną Wielką i tak powstała kolejna powieść i znów u was jestem - mówiła autorka.
Podczas spotkania nie brakowało wzruszeń. Za napisanie tak wyjątkowej książki dziękował syn bohatera, Tadeusz Miller, który nie ukrywał łez. Jak się okazało, muzyk był również ważną postacią dla jego przyrodniej siostry, Janiny.
- Mama opowiadała, że po jego śmierci słońce dla niej zagasło. Przez lata o nim nie mówiła, a pamiątki zamknęła w szafeczce, która stoi teraz w moim pokoju. Dopiero po latach, podczas audycji w Krakowie związanej ze złotą płytą Tadeusza, zaczęła mówić o nim więcej - wspominała pani Janina.
Burmistrz Paulina Wolsztyniak przyznała, że historia przedstawiona w tak empatyczny sposób musi być dla rodziny czymś niesamowitym i życzyła wszystkim obecnym na wydarzeniu tak wspierających relacji z drugą osobą.
Na premierze zabrzmiała oczywiście muzyka Tadeusza Millera odtworzona z gramofonu oraz oryginalnych płyt dostarczonych przez Witolda Mikołajczyka. Panie z klubu seniora zadbały o pyszny poczęstunek, a autorka chętnie rozmawiała z czytelnikami i pozowała do zdjęć.