Reklama

Zmarł ksiądz Bernard Twardowski.

Opublikowano: sob, 12 cze 2021 08:09
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Smutna wiadomość dotarła do nas dziś rano. W nocy zmarł ksiądz Bernard Twardowski - ksiądz senior z parafii pw. Chrystusa Króla i Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, wcześniej proboszcz w Zakrzewie i Konarach. W minionym roku obchodził 60-lecie kapłaństwa. Miał 85 lat.

Reklama

Ksiądz Bernard Twardowski od wielu lat związany był z ziemią rawicką, ale pochodził z parafii Kucharki w powiecie pleszewskim.

- Był tam proboszczem ksiądz, który jako kapelan szedł z armią kościuszkowską. Bardzo taki mądry, roztropny człowiek. W tej parafii nigdy wcześniej nie było powołania kapłańskiego, a za jakiego czasów trzech księży poszło do seminarium. Tak potrafił nas zmobilizować - mówił kilka lat temu w rozmowie z "Życiem" ks. Twardowski, który przez wiele lat był ministrantem.

Maturę zdał w Niższym Seminarium Duchownym w Wolszynie, ale nie chciało jej uznać państwo. Dlatego drugi raz przystąpił do egzaminu dojrzałości w wieczorowym liceum w Poznaniu. Dalszą edukację kontynuował w Arcybiskupim Seminarium Duchownym oraz na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu.

- Koniecznie chciałem być księdzem, bo nie widziałem dla siebie innej alternatywy. Owszem podobało mi się być leśnikiem albo śpiewakiem, ale to były takie poboczne upodobania. Głównie jednak ciągnęło mnie w stronę kościoła, choć rodzice mieli wobec mnie inne plany - wspominał na łamach "Życia".

Jego ojciec chciał, żeby został na rodzinnym gospodarstwie rolnym, a mama miała nawet dla niego upatrzoną przyszłą narzeczoną.

- Znaliśmy się od dzieciństwa, bo nasze łąki ze sobą sąsiadowały i wspólnie paśliśmy krowy. Mama chciała, żebym się ożenił z jedną z tych sąsiadek - zaznaczał. - A gdy już wybrałem to niższe seminarium, to ojciec powiedział, że jak koniecznie chcę to mogę przyjść, ale żebym mu wstydu nie przyniósł. Później jednak rodzice zaakceptowali mój wybór i byli ze mnie dumni, a ja nigdy nie żałowałem, że wybrałem akurat taką drogę życiową - opowiadał ksiądz Bernard.

Na obiedzie u kardynała Wojtyły

W seminarium wyższym spędził 6 lat. Dwa lata studiował filozofię, a kolejne cztery teologię. 

Po święceniach kapłańskich rozpoczął prace duszpasterską. Najpierw miał dwa zastępstwa: w Komornikach i Górce Duchownej. Następnie był wikariuszem w Sierakowie, Kościanie, Poznaniu i Dolsku, z którym wiąże się jedno z jego najważniejszy wspomnień.

- Był rok 1966, miałem 30 lat. Mój ówczesny proboszcz ks. Jan Nowacki poprosił mnie, abym zawiózł go na zjazd do Krakowa. Pojechaliśmy moją syreną 102. Mszę św. dla kapłanów uczestniczących w zjeździe odprawił arcybiskup Karol Wojtyła. Po nabożeństwie zaprosił wszystkich kapłanów na obiad - wspominał ks. Twardowski. - Pamiętam, że podszedł do mnie, podał rękę i zapytał, czemu ja taki młody uczestniczę w zjeździe i osobiście zaprosił do stołu. Podczas obiadu przemawiali różni księża, a gdy odezwał się abp. Wojtyła powiedział: „Niech też na końcu będzie mi wolno przemówić, jako najmłodszemu z was kapłanów. Ale przepraszam. Nie jestem najmłodszy. Najmłodszym jest ks. wikariusz z Dolska w Wielkopolsce, który przywiózł tu swojego proboszcza”. Pomyślałem sobie wtedy - taki wysoki dostojnik Kościoła zauważył mnie młodziutkiego kapłana. Poczułem się dowartościowany i postanowiłem sobie, że i dla mnie ważni będą ludzie, których się czasem nie zauważa.

Kapłan zaznaczał, że o wielkości Jana Pawła II przekonał się jeszcze w 1967 roku, kiedy arcybiskup Wojtyła został mianowany kardynałem przez papieża Pawła VI. - Z tej okazji napisałem do ks. kardynała gratulacje i najlepsze życzenia. Po dwóch tygodniach otrzymałem list z Krakowa od ks. Wojtyły - jego własnoręczne pismo na kopercie i podziękowaniach za list. Byłem bardzo wzruszony – zaznaczał ksiądz Twardowski, który w późniejszych latach z Janem Pawłem II spotkał się jeszcze kilkakrotnie.

Nie zawsze było łatwo

Nie zawsze pełnienie posługi kapłańskiej było dla księdza Twardowskiego było łatwe. Do dwóch miejscowości kuria skierowała go, by zażegnał konflikty w parafiach.

- W styczniu 1974 roku skierowano mnie do Bralina, gdzie zmarł miejscowy proboszcz, dziekan braliński ks. Maksymilian Dłużewski. Tamtejsi mieszkańcy chcieli, żeby wikariusz był ich proboszczem, a był to młody i niedoświadczony człowiek, który po pewnym czasie po prosty opuścił parafię. Atmosfera tam nie była dobra, doszło do konfliktów, ale kuria znalazła innego proboszcza, a ja miałem tam głosić Słowo Boże. Udało nam się konflikt zażegnać - relacjonował ksiądz w rozmowie z "Życiem".

Dwa lata później ksiądz Bernard, mając już za sobą 15 lat kapłaństwa, objął pierwsze probostwo w Pawłowicach, niedaleko Leszna. I tam początki nie były łatwe. - Po śmierci poprzedniego proboszcza, w kościele pozostał wikariusz, który miał problemy alkoholowe. Mimo to ludzie mocno go popierali i nie zgadzali się z decyzją kurii o nominacji nowego proboszcza. Gdy w kościele odczytywałem dekret nominacyjny ludzie krzyczeli, że mam iść precz, wynosić się, bo inaczej spalą mój samochód. Grupka mężczyzn wyprowadziła mnie z kościoła i kazała odjechać - wspominał ksiądz. - Całą sytuację przedstawiłem biskupowi, a po tygodniu wikariusz sam mnie poprosił, żebym wrócił. Po pewnym czasie sytuację w parafii udało się ustabilizować.

W powiecie rawickim

Po kilku trudnych latach w Bralinie i Pawłowicach, ksiądz Bernard trafił do Zakrzewa w gminie Miejska Górka. Spędził tam 11 lat, kolejne 3 w rodzinnym dekanacie w Ołoboku. W obu parafiach pełnił jednocześnie funkcję dekanalnego referenta katechetycznego. - Nie chciałem tam iść, ale biskup mnie namówił. Nie podobało mi się tam, bo ze względu na stare szkolne znajomości, czasami ludzie dziwnie się do mnie odnosili, nie traktowali mnie jak księdza - przyznał. - Wtedy dostałem propozycję objęcia probostwa w Konarach lub w Golejewku. Wybrałem Konary, choć biskup ostrzegał mnie, że tam będę musiał uczyć w szkole, a cała plebania zarośnięta. Nie odstraszył mnie tym. Miałem dosyć tego olbrzymiego, pocysterskiego kościoła w Ołoboku.

W Konarach, w parafii św. Michała Archanioła, był proboszczem przez 17 lat. W międzyczasie pełnił funkcję dekanalnego notariusza, a w 1998 roku został kanonikiem Kapituły Leszczyńskiej. 

W 2007 roku przeszedł na emeryturę. Od tego czasu mieszkał na terenie rawickiej parafii farnej i jako senior pomagał w kościele. W wolnym czasie sporo czytał i pisał. Jest autorem książki „Pogadanki dla ministrantów”. Lubił "serfować" po Internecie.

Przez lata był autorem felietonów "Pomyśl przy niedzieli" ukazujących się na łamach "Życia Rawicza".

Świetnie gotował - potrafił zrobić wszystko od biszkoptu po pełnowartościowy obiad. Chętnie spacerował po okolicy. 

W minionym roku obchodził 60-lecie swojego kapłaństwa.

Odszedł na zawsze

Nietstety, w ostatnim czasie pogorszył się stan jego zdrowia. Od kilku tygodni przebywał w poznańskim szpitalu, gdzie walczył z nowotworem. Zmarł dziś w nocy. Miał 85 lat. 26 maja obchodził 61-lecie kapłaństwa.

"Walczył do samego końca, ale zdawał sobie też sprawę, że może tej walki nie wygrać" - zaznaczają bliscy kapłana. Jak przekazują pogrzeb księdza Bernarda odbędzie się w najbliższą środę o godzinie 11.00 w kościele pw. Chrystusa Króla i Zwiastowania NMP. Następnie zostanie pochowany na rawickim cmentarzu, bo taka była jego wola.

 

Ksiądz Bernard Twardowski urodził się 18 lipca 1936 roku w Czechlu (pow. jarociński, obecnie pow. pleszewski). Po szkole podstawowej, ukończył Niższe Seminarium w Wolsztynie i Arcybiskupie Seminarium Duchowne w Poznaniu. 26 maja 1960 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Swoją pierwszą mszę świętą odprawił w rodzinnej parafii Kucharki - 29 maja. W 1997 r. uzyskał tytuł magistra teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu.

Pełnił funkcję wikariusza w Sierakowie, Kościanie, Dolsku, Chodzieży, Poznaniu (fara) i w Bralinie. Był proboszczem w Pawłowicach, w Zakrzewie (gmina Miejska Góka), w Ołoboku i w Konarach. W Zakrzewie i w Ołoboku pełnił dodatkowo funkcję dekanalnego referenta katechetycznego, a w Konarach był dekanalnym notariuszem.

 

Od 1 sierpnia 2007 roku  był na emeryturze. Od 2000 roku mianowany został kanonikiem Kapituły Kolegiackiej w Lesznie. Rezydował przy parafii pw. Chrystusa Króla w Rawiczu.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (4)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 4 miesiące temu | ocena +0 / -7

    Rawiczanin

    To co że Ksiądz może piszcie o każdym co umrze z powiatu Rawickiego, on jest gorszy od zwykłych ludzi...

  • 4 miesiące temu | ocena +7 / -6

    Anty

    Ksidządz był mi dobrze znany. Swoją postawą i sposobem głoszenia wiary katolickiej przyczynił się do tego, że już nie chcę mieć z tym koscilem nic wspólnego. Powodzenia dla ludzi wychwalających takiego człowieka

    • 4 miesiące temu | ocena +0 / -0

      Ff

      Rozwiń?

  • 4 miesiące temu | ocena +8 / -0

    Marek

    Pokój Jego Duszy.