Reklama

50 lat temu przysięgali sobie miłość, wierność i uczciwość (FOTO)

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Cztery pary, obchodzące w tym roku "Złote Gody", otrzymały medale przyznane przez prezydenta RP. Wręczył im je burmistrz Maciej Dubiel. Wśród jubilatów byli: były, wieloletni burmistrz Bojanowa - Józef Zuter z żoną Marią oraz obecny przewodniczący rady miejskiej Jan Moryson z małżonką Gabrielą.

Burmistrz Bojanowa Maciej Dubiel oraz zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Justyna Dolata spotkali się z parami dziś (26 października) przed południem w sali ślubów USC. 

"Zawsze razem i zawsze pewni swoich uczuć"

Głównym punktem uroczystości było przyznanie jubilatom medali nadawanych z tej okazji przez Prezydenta RP.

 - Jubileusz jest pięknym symbolem miłości i wierności oraz dowodem wzajemnego zrozumienia istoty związku małżeńskiego. Zawsze w tej uroczystości uczestniczymy z ogromnym wzruszeniem. To także dobra okazja, by zatrzymać się na chwilę i spojrzeć wstecz, na to co do tej pory wspólnie przeżyliście. 50 lat temu przysięgaliście sobie wierność, miłość i uczciwość małżeńską, a dziś wspominamy z wami tamte chwile i dzielimy radość ze wspólnie spędzonych lat - mówił burmistrz Maciej Dubiel składając małżonkom najlepsze życzenia - przede wszystkim zdrowia i wytrwałości.

Przypomniał również, że małżeństwo to nie tylko piękne momenty, ale także dzielenie wielu zmartwień i trosk, bycie razem w zdrowiu i chorobie.

- Ufam, że będziecie dalej szli razem przez życie, trzymają się mocno za ręce, zawsze uśmiechnięci, zawsze razem i zawsze pewni swoich uczuć - podkreślał Maciej Dubiel przed ceremonią wręczenia medali.

Jubilaci otrzymali także gratulacje od Gminy Bojanowo oraz okolicznościowe podarunki, a panie także bukiety kwiatów. Był również toast za ich zdrowie i odśpiewano "sto lat".

Jak się poznali i zakochali? 

Jubilaci zdradzili, że receptą na udany związek jest po prostu kompromis. Przekonywali, że zawsze warto próbować się ze sobą dogadać i nie poddawać się szybko. Żartowali, że aby dożyć takiej rocznicy, trzeba... szybko się pobrać.

Opowiadali również o tym, jak się poznali, zakochali, czym zajmowali się w życiu oraz co robią obecnie. 

Kazimiera i Zygmunt Matuszewscy z Gościejewic poznali się w pracy, w państwowym gospodarstwie rolnym w Gościejewicach, w którym byli zatrudnieni. Pani Kazimiera pracowała w kadrach i jak pan Zygmunt raz zajrzał do biura, to przychodził tam już cały czas. Choć nie doczekali się potomostwa, to ze swojego życia są zadowoleni. Mimo wieku, są nadal w bardzo dobrej formie, ciągle eleganccy, uśmiechnięci.

- Ślub braliśmy tutaj o 13.00 w urzędzie, a o 16.00 kościelny w Poniecu. Szwagier był taksówkarzem, więc nie był problemu z transportem. Nawet nie wiem, kiedy te 50 lat minęło - wspominali.

Maria i Józef Zuter z Gołaszyna znają się od dzieciństwa, bo od czasu, gdy mieli po kilkanaście lat.

- Miałem może 12 lub 13 lat. Kiedy się zakochałem? Sam już nie wiem, nie pamiętam, ale chyba od razu - śmiał się Józef Zuter, zapytany o początki znajomości ze swoją małżonką.

Dziś mają troje dzieci i siedmioro wnucząt, z których są bardzo dumni. Pani Maria w swoim życiu zawodowym wykonywała różne obowiązki, a jej męża Józefa znają w gminie wszyscy. Od 1990 do 2014 roku był burmistrzem. Dziś jest na emeryturze i wolny czas poświęca głównie rodzinie.

Gabriela i Jan Moryson z Bojanowa pochodzą z gminy Pakosław. On mieszkał w Pakosławiu, ona w Golejewku. Poznali się natomiast w Domaradzicach (gmina Jutrosin) na zabawie tanecznej, z której pan Jan odwoził ukochaną rowerem. Siedziała... na kierownicy.

- Byłem taki wytrwały, więc dojechała cała i zdrowa - śmiał się pan Jan.

Pobrali się dwa lata  poźniej. Dziś mają dwoje dzieci i jedną wnuczkę.

Pani Gabriela pracowała w miejscowej szkole podstawowej, gdzie uczyła wychowania fizycznego i biologii. Pan Jan z kolei 45 lat pracował na kolei, był maszynistą, a na końcu dyspozytorem. 

Krystyna i Stanisław Krzyżoszczak z Wydartowa Pierwszego poznali się... na religii.

- Kiedyś religia odbywała się w domach prywatnych, także w moim domu rodzinnym. Krystyna przychodziła na te zajęcia i tak się zaczęło. Sama przychodziła do mnie więc, co miałem zrobić. Nie mieliśmy do siebie daleko, bo wystarczyło iść "na szagę" przez łąkę - przyznał pan Stanisław.

Wspólnie przez 50 lat prowadzili gospodarstwo rolne przejęte od ojca, które teraz przęjęło kolejne pokolenie. Mają dwoje dzieci i pięcioro wnuków.

ZOBACZ TAKŻE: polecany artykuł
 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE