Piotr Stelmach i Mateusz Fusiarz spotkanie zaczęli od żartu
Zgodnie z zapowiedziami Rawickiej Biblioteki Publicznej to był wieczór pełen radiowych anegdot, muzycznych wspomnień i ciekawych historii, a dla fanów i słuchaczy Radia 357 spotkanie niezwykłe. Było śmiesznie, momentami nostalgicznie, czasami gorzko, ale zdecydowanie fantastycznie. Głosy znane z radia zabrzmiały na żywo, a panowie okazali się dokładnie tacy, jacy dają się poznać na antenie - pełni energii, z poczuciem humoru, a przede wszystkim z niezwykłą wiedzą o muzyce i niezwykłymi umiejętnościami opowiadania o niej w arcyciekawy sposób.
W gościnnych murach biblioteki gościły osoby, których znawcom tematu nie trzeba przedstawiać: Piotr Stelmach - śmiało można powiedzieć, że legendarny dziennikarz muzyczny oraz przedstawiciel młodego pokolenia radiowców oraz Mateusz Fusiarz - łączący na antenie pasję do sportu i muzyki, prowadzący jedną z najważniejszych audycji, czyli Listę Piosenek 357.
Choć dzieli ich spora różnica wieku, kibicują zupełnie odrębnym drużynom piłkarskim, to łączy ich miłość do zawodu, który wykonują, a w rozmowie - nawet tej spontanicznej - świetnie się uzupełniają. A zaczęli oczywiście od żartów.
- Czy jest może ktoś, kto nie wie z kim to spotkanie? - zażartował Piotr Stelmach podkreślając, że i takie wydarzenia też mają miejsce.
Rawickie na pewno do nich należeć nie będzie. Ci, którzy w poniedziałkowe popołudnie (11 maja 2026 r.) dotarli do biblioteki świetnie znali historię stacji oraz sylwetki obu gości.
To zaszczyt pracować z Niedźwiedziem
Goście zadeklarowali, że można z nimi rozmawiać na wszystkie możliwe tematy - także o książkach napisanych przez Stelmacha, ale prowadzący spotkanie Mateusz Fusiarz rozpoczął je od pytania o bez wątpienia jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego radia, czyli o Marka Niedźwiedzkiego.
- Dla mnie to mistrz, ale jak to jest dla kogoś, kto się wychowywał najpierw na jego audycjach, być teraz jego przyjacielem i robić takie rzeczy, jak chociażby „Single z Żoliborza”? - dociekał.
Piotr Stelmach z ogromnym szacunkiem opowiadał o tym, jak radiowi mistrzowie wzięli młodszych kolegów pod swoje skrzydła, pozwalając się rozwijać. Szczególnie poruszający był wątek powrotu Marka Niedźwieckiego do pracy po burzliwych wydarzeniach w Trójce w 2020 roku.
- Mogliśmy z podniesioną głową zaproponować mu miejsce do wypełniania tego, co najbardziej kocha, stworzyliśmy radio i mogliśmy go do niego zaprosić - mówił Stelmach o powstaniu Radia 357.
Choć przyznał z uśmiechem, że Niedźwiedzki ma „specyficzny rodzaj charakterku”, to podkreślił, że praca z nim to niezwykły zaszczyt. Dodał, że zawsze powtarza młodym adeptom, by pamiętali skąd przyszli.
- Najpierw trzeba być kapralem, potem porucznikiem. Dziś młodzi chcą być generałami od razu – mówił, podkreślając, że w radiu najważniejsze jest „terminowanie” u mistrzów i szacunek do mikrofonu.
To właśnie ta pokora, obok pasji do muzyki, pozwoliła im zbudować od zera jedno z najpopularniejszych radiów internetowych w Polsce. Mateusz Fusiarz dodał jeszcze, że Marek Niedźwiedzki zapewnił ich, że na pewno nigdzie nie odejdzie, bo 357 to jego ostatnie radio.
“Ryzykowaliśmy wszystko właściwie, myślę że nasze życie też”. Jak powstało 357?
Wątek narodzin Radia 357 był oczywiście jednym z ważniejszych punktów spotkania.
- Było fajne radio przy Myśliwieckiej w Warszawie, przyszli "fachowcy" i stwierdzili, że będzie jeszcze „lepsze” - opisał w skrócie wydarzenia z 2020 roku Piotr Stelmach.
Unieważnienie Listy Przebojów i oskarżenia pod adresem Marka Niedźwieckiego były momentem krytycznym. Wówczas część ekipy zdecydowała, że nie chce dalej być związana z tą stacją.
- To nie była tylko zmiana pracy. To była ewakuacja wartości, które budowaliśmy przez dekady - przyznał.
Mateusz Fusiarz podkreślał, że radio to przede wszystkim relacja. Gdy relacja ze słuchaczem została naruszona przez polityczne naciski, jedynym wyjściem było „zejście z anteny”. Ale radiowcy nie zamierzali milczeć długo.
- Ryzykowaliśmy wszystko, myślę, że nasze życie też, było mnóstwo niewiadomych, ale szybko się okazało, że patroni szybko rozwiali wątpliwości, że to się uda. (...) Udało się też, dzięki obecności Marka, który stał się dla nas kapitanem – mówił Piotr Stelmach.
W efekcie Radio 357 stało się bezpieczną przystanią dla radiowych legend, których przy Myśliwieckiej próbowano „wymazać” z anteny. Dziś to słuchacze są jedynym „dyrektorem programowym” internetowej stacji wolnej od reklam i polityki, co - jak przyznali radiowcy - daje wolność, ale i ogromną odpowiedzialność.
Niedoszły wywiad z Bono. Gdy polityka niszczy marzenia
Oczywiście nie zabrakło też opowieści o muzyce. Mateusz Fusiarz przywołał kultowe osobistości, z którymi "Stelce" udało się porozmawiać, ale chciał widzieć, o jakich wywiadach dziennikarz jeszcze marzy.
- Cliff albo Mick - dobrze zapowiadający się, fajni, młodzi muzycy – dowcipkował Piotr Stelmach.
Jedną z historii opowiedzianych przez „Stelkę” była ta o „polowaniu” na wywiad z Bono. W 2015 roku Stelmach był o krok od sukcesu, o którym marzy każdy dziennikarz muzyczny. Dzięki sprytnej operacji i pomocy polskiej ambasady w Dublinie, udało się dostarczyć liderowi U2 odręczny list na papierze firmowym Trójki, w którym radiowiec bardzo osobiście wyjaśnił powody całych starań.
- Bono list przyjął, bardzo mu się spodobał - wspominał Stelmach.
Niestety, na drodze stanęła wielka polityka. Po krytycznych uwagach muzyka o sytuacji w Polsce i ostrej odpowiedzi jednego z czołowych polityków, kontakt z asystentką Bono urwał się definitywnie.
- Kontakt zanikł totalnie, jakby go nigdy nie było - skwitował z żalem dziennikarz. - To jest postać, która oprócz Stonesów, byłaby jedną z absolutnie podstawowych dla mnie. Nigdy też nie rozmawiałem z Annie Lennox, a bardzo bym chciał.
Dodał, że wiele jest postaci, z którymi bardzo chciałby porozmawiać, ale niestety nie ma ich już na świecie.
- Lista nieobecnych jest niestety strasznie długa - zaznaczył przywołując chociażby jednego ze świetnych rozmówców jakim był Stanisław Sojka, czy zawsze życzliwego dla radia Zbigniewa Wodeckiego.
Bose stopy Sojki i „życzenia podwyżki” od Wodeckiego
Artykuł o radiowcach nie byłby pełny bez anegdot o największych gwiazdach. Mateusz Fusiarz wywołał salwy śmiechu historią o Stanisławie Sojce, którego znalazł kiedyś w radiowym studiu śpiącego przed koncertem na pufach, z bosymi stopami.
- Patrzyłem sobie chwilę, ale on nie był tego świadomy. Pomyślałem tylko – tutaj leży legenda – opisywał.
Z kolei wspomnienie o Zbigniewie Wodeckim przypomniało o niezwykłej klasie artysty.
- On był mistrzem. Odpowiadał na pytania, zanim zdążyłeś je zadać, a każde spotkanie kończył tym samym, szczerym życzeniem: „No i życzę wam podwyżki!” – wspominali dziennikarze.
Opowiadali także o swoich ulubionych płytach i o tym, jak przygotowują się do swoich audycji, o kulisach pracy w radiu i wpadkach swoich kolegów z branży, które im na szczęście się nie przydarzyły.
- Dzisiaj trzeba bardzo uważać, bo od razu stajesz się memem, lądujesz w internecie, z którego już nikt cię nie wyrzuci - zastrzegali.
Przytoczyli też kilka zabawnych anegdot z ich codziennej pracy, które na szczęście tylko rozśmieszyły całą ekipę, ale nie wpłynęły na ich rzetelność i profesjonalność.
Męskie Granie od kuchni: 51 tirów i walka z nawałnicą
Jako „głos” i kronikarz Męskiego Grania, Stelmach odsłonił też logistyczne monstrum, jakim jest ta trasa. Jak mówił, to „miasto w mieście” - nie tylko koncerty, to 51 tirów sprzętu i setki ludzi pracujących w cieniu sceny. Autor przypomniał dramatyczne wydarzenia z Krakowa, kiedy potężna nawałnica wywróciła konstrukcję sceny do góry nogami. Dzięki tytanicznej pracy ekipy, w ciągu 24 godzin postawiono nową scenę, by koncert mógł się odbyć.
Pojawiły się też gorzkie refleksje nad zachowaniem współczesnej publiki. Podczas ewakuacji w Żywcu w 2023 roku, gdy nad terenem festiwalu szalały pioruny, fani zamiast szukać bezpiecznego schronienia... próbowali chować się w kabinach przenośnych toalet lub pod parasolkami, byle tylko nagrać film na Instagram.
- To jest walka o życie, a ludzie myślą o kadrze, no ale „Polacy wiedzą lepiej” - punktował Stelmach.
- Są takie momenty, że opadają nam ręce, ale zazwyczaj jest tak, że technika nam pomaga w organizacji takich wydarzeń, by ludzie mieli poczucie dobrze i bezpiecznie spędzonego czasu - opowiadał.
Zapewnił też, że doświadczenie nauczyło go tego, że w ekstremalnych sytuacjach potrafi tak zagadywać publiczność, by utrzymać napięcie w oczekiwaniu na wydarzenie muzyczne, które z jakiegoś powodu się opóźnia.
- Są tysiące ludzi i ich nie interesuje, że coś się stało. Oni mają dostać dobry produkt - podkreślał Stelmach.
Lepszy Real czy Arsenal?
Odpowiadając na pytanie jednego z uczestników spotkania Piotr Stelmach opowiedział, dlaczego jest wiernym kibicem klubu Arsenal (bo sporo jego muzycznych idoli też było lub jest fanami tej drużyny, ma takie same barwy, jak klub w którym kiedyś grał, a atmosfera na wydarzeniach jest - jego zdaniem - wyjątkowa), przy czym nie obyło się bez docinków ze strony Mateusza, bo z kolei Fusiarz kibicuje... Realowi Madryt.
- Ciężko mi się słucha o zespole, którego tak nie cierpię - wtrącił żartobliwie.
Nie zabrakło też podpisywania książek, pozowania do wspólnych zdjęć oraz licznych podziękowań nie tylko za spotkanie, ale przede wszystkim za stworzenie Radia 357.