Marek Grześkowiak, 53-letni radny Rady Miejskiej Gminy Rawicz i aktywny fizycznie człowiek, przeszedł zawał. Choć początkowe objawy przypominały zwykłą grypę, przeczucie i szybka reakcja uratowały mu życie. Dziś samorządowiec opowiada o dramatycznym wyścigu z czasem, profesjonalizmie medyków i apeluje do mieszkańców: nie lekceważcie żadnych sygnałów organizmu!
- Gdybym położył się w domu pod kołdrą i czekał, aż przejdzie, kto by mnie znalazł po trzech dniach? - pyta dziś retorycznie Marek Grześkowiak.
Radny postanowił podzielić się swoją historią, aby publicznie podziękować wszystkim medykom oraz uświadomić innym, jak podstępny potrafi być zawał serca.
Dziwne objawy przy karmieniu kota: „Myślałem, że bierze mnie grypa”
Wszystko zaczęło się niepozornie.
- Czułem się tak, jakby mnie grypa brała. Wszystko łamało w kościach. Próbowałem ścisnąć puszkę z karmą dla kota w dłoniach i poczułem, że coś jest nie tak. Bolały mnie ręce - wspomina.
Jak opisuje, gdy usiadł na krześle, ból nie minął. Zamiast tego pojawiły się nietypowe i niepokojące dolegliwości.
– Zawsze po dźwiganiu, gdy ręce odpoczywają, ból mija. Tym razem nie ustępował. Zaczęły boleć mnie łokcie, ramiona i obojczyki po obu stronach – ale nic w klatce piersiowej! Do tego na czole pojawił się zimny pot. Pomyślałem: „To nie ustępuje, to coś dziwnego” – opowiada radny.
Wyścig z czasem: Przychodnia Rawmed i natychmiastowe EKG
Dzięki przytomności umysłu radny wsiadł w samochód i pojechał do przychodni Rawmed, której jest pacjentem. Na miejscu postanowił nie czekać:
– Podchodzę do okienka, wprosiłem się w kolejkę i mówię do pani: „Proszę panią, bolą mnie łokcie, ramiona, obojczyki, mam zimny pot na czole i 53 lata”. Reakcja była natychmiastowa. Usłyszałem tylko: „Proszę iść do zabiegowego, robimy EKG” – relacjonuje.
W gabinecie zabiegowym błyskawicznie podłączono go do aparatury. Gdy lekarka spojrzała na wykres EKG i zbadała pacjenta, od razu podjęła decyzję: wezwanie karetki. Badania wykazały uniesienie odcinka ST oraz podwyższony poziom markerów martwicy serca.
„Na sygnałach lecimy do Leszna. Ma pan zawał”
Ratownicy medyczni natychmiast przejęli pacjenta i podłączyli go pod swój sprzęt. Rozpoczęła się koordynacja transportu.
– Siedzieliśmy w karetce i czekaliśmy na decyzję, czy jechać do Rawicza, czy do Leszna. Po chwili zadzwonił telefon, a ratownik powiedział: „Panie Marku, zapinamy pasy i na bombach lecimy do Leszna. Ma pan zawał serca” – opowiada radny.
W szpitalu w Lesznie zespół medyczny już czekał na pacjenta. Ten będąc przez cały czas przytomnym, trafił na stół operacyjny. Lekarze wykonali koronarografię w trybie pilnym, która wykazała amputowaną (zamkniętą) gałąź przednią zstępującą – tętnicę potocznie nazywaną przez kardiologów „wdowią żyłą” ze względu na wysoką śmiertelność. Prawdopodobnie doszło do urwania płytki miażdżycowej.
Chirurdzy natychmiast przeprowadzili zabieg angioplastyki z implantacją stentu (DES), przywracając drożność naczynia.
- Po kilkudziesięciu minutach usłyszałem: „Dobra, koniec, naprawione”. Ból ustał natychmiast. Cała akcja – od zgłoszenia do udrożnienia naczynia – trwała zaledwie 105 minut! Zmieściliśmy się w krytycznym oknie dwóch godzin. Ktoś podarował mi 105 darmowych minut – podkreśla radny.
Powrót do zdrowia i rehabilitacja kardiologiczna
Po zabiegu Marek Grześkowiak spędził dwie doby na oddziale intensywnej opieki medycznej (R-ce), a następnie cztery dni na kardiologii z ciągłym kardiomonitorem (holterem). Szybko zaczął wracać do sił. Obecnie samorządowiec uczestniczy w intensywnym, ambulatoryjnym programie rehabilitacji kardiologicznej w Lesznie, gdzie pod okiem kardiologów i fizjoterapeutów odbudowuje wydolność serca na rowerach stacjonarnych i podczas specjalistycznych ćwiczeń.
Wyraz wdzięczności i apel do mieszkańców
Marek Grześkowiak nie ma wątpliwości, że kluczem do jego uratowania był perfekcyjny łańcuch przeżycia: od czujności pani w rejestracji, przez trafne rozpoznanie lekarki, sprawność ratowników, aż po mistrzowską pracę kardiologów w Lesznie.
– System zadziałał perfekcyjnie. Logistyka, lekarze, opieka szpitalna – wszystko na najwyższym poziomie – podsumowuje z uśmiechem.
Na koniec radny kieruje ważne przesłanie do wszystkich mieszkańców.
– Wydawało mi się, że jestem sprawny – gram w kosza, w tenisa. Rehabilitacja pokazała jednak, jak osłabiony był organizm. Moja rada dla każdego, zwłaszcza dla rówieśników i młodszych: jeśli coś ukłuje raz, drugi czy trzeci – nie lekceważcie tego! Nie zwalajcie na zmęczenie czy grypę. Zbadajcie się, bo to może uratować wam życie – apeluje Marek Grześkowiak.