Przemysław Piotrowski to obecnie jedno z najgorętszych nazwisk polskiej literatury kryminalnej. Jego styl, często określany jako bezkompromisowy i niezwykle obrazowy, zjednał mu rzesze fanów, którzy cenią go za to, że nie boi się przekraczać granic. Podczas spotkania w Bojanowie autor udowodnił, że za sukcesem jego książek stoi nie tylko talent, ale przede wszystkim rzetelna praca i fascynacja tym, co w człowieku nieodkryte.
Anatomia lęku: Dlaczego czytamy thrillery?
Spotkanie rozpoczęło się od próby odpowiedzi na pytanie, co nas tak bardzo fascynuje w zbrodni i mroku. Piotrowski, z właściwym sobie dystansem, zauważył, że strach jest wpisany w nasz kod genetyczny.
Jako gatunek ludzki ewolucyjnie potrzebowaliśmy lęku, żeby przetrwać. Musieliśmy się bać drapieżnika w zaroślach, żeby nie dać się zjeść. Dzisiaj żyjemy w bezpiecznych bańkach, ale ten instynkt w nas został. Dlatego szukamy go w kontrolowanych warunkach - w kinie czy właśnie w literaturze. Jestem dostawcą strachu na specjalne życzenie. Ludzie chcą poczuć te ciarki na plecach, siedząc bezpiecznie we własnym fotelu - tłumaczył autor.
Inspiracje prosto z życia: „Rzeczywistość bywa bardziej makabryczna niż fikcja”
Pisarz podkreślał wielokrotnie, że choć jego książki to fikcja literacka, zawsze opierają się na solidnym fundamencie rzeczywistości. Inspiracje czerpie z doniesień medialnych, historii kryminalnych z całego świata i rozmów z ekspertami.
Nie interesuje mnie pisanie o rzeczach niemożliwych. Najbardziej przerażające jest to, co mogłoby wydarzyć się za ścianą u sąsiada. Często czytam o sprawach, które wydają się tak abstrakcyjne i bzdurne, że gdybym opisał je jeden do jednego w książce, czytelnicy uznaliby, że przesadziłem. A jednak to się wydarzyło. Życie pisze najlepsze, choć często najstraszniejsze scenariusze - mówił Piotrowski.
Przykładem takiego podejścia jest praca nad „La Bestią”. Aby oddać klimat kolumbijskich realiów i zrozumieć postać seryjnego mordercy, autor nie polegał tylko na internecie. Wyjechał na miejsce, by poczuć zapach, temperaturę i atmosferę tamtych stron. To właśnie ten autentyzm sprawia, że czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w akcji.
Kontrowersyjne podejście do rzemiosła: „Kursy pisania to zło”
Jednym z wątków spotkania była opinia autora na temat edukacji przyszłych pisarzy. Piotrowski nie gryzł się w język, krytykując popularne dzisiaj szkoły creative writing.
Uważam, że kursy pisania to zło. One formatują ludzi według jednego schematu. Pisarz musi mieć swój własny, unikalny głos, nawet jeśli na początku jest on nieco chropowaty. To trochę tak, jakby chcieć zostać neurochirurgiem po weekendowym szkoleniu. Pisania nie da się nauczyć na kursie – to się ma w sobie, albo się tego nie ma. Trzeba czytać, obserwować i, co najważniejsze, żyć - przekonywał.
Według Piotrowskiego kluczem do dobrej literatury jest bagaż doświadczeń.
Pisarz musi doświadczać. Ktoś, kto nie zaznał w życiu prawdziwego dramatu, straty, ale i wielkiej euforii, nigdy nie opisze tych emocji w sposób wiarygodny. Siedzenie w zamkniętym pokoju i wymyślanie świata z głowy to tylko połowa sukcesu. Trzeba chłonąć życie wszystkimi zmysłami - mówił.
Warsztat „Nocnego Marka”
Publiczność była żywo zainteresowana tym, jak technicznie wygląda proces tworzenia bestsellera. Autor przyznał, że jest typowym „nocnym markiem”. Jego proces twórczy zaczyna się, gdy świat kładzie się spać. Choć nie używa budzika, Piotrowski podkreślał znaczenie terminów. Wydawca to „świętość”, a niedotrzymanie terminu nie wchodzi w grę.
Południa poświęca rodzinie i sportowi. Siłownia oraz mata (treningi sztuk walki) pozwalają mu wyrzucić z siebie negatywne emocje, które gromadzą się podczas opisywania mrocznych historii. Pisanie zaczyna zazwyczaj około godziny 21:00 i kontynuuje do 2:00 lub 4:00 rano. To wtedy, w ciszy i odcięciu od świata, powstają najbardziej krwawe i emocjonujące sceny.
"Są dobre serie, ale ta o Igorze Brudnym jest najlepsza"
Choć Przemysław Piotrowski nie chciał zdradzić szczegółów nadchodzących premier, spotkanie zakończyło się w optymistycznej atmosferze. Autor obiecał, że Igor Brudny jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, a on sam ma głowę pełną pomysłów, które nie pozwolą czytelnikom spać spokojnie.
- Sa dobre serie kryminalne, ale ta o Igorze Brudnym jest najlepsza - zapewniał pisarz ze śmiechem, ale będąc w pełni przekonanym, że jego książki są dobre.
Wieczór w Bojanowie zakończył się długą kolejką po autografy i wspólnymi zdjęciami. Uczestnicy wychodzili z biblioteki z jednym wnioskiem: Przemysław Piotrowski to autor, który o złu mówi z niezwykłą inteligencją, a jego pasja do literatury jest równie silna, co mrok w jego powieściach.