Królestwo muzyki klubowej na mapie Wielkopolski
Klub w Konarach należał do kultowej sieci Protector, która w latach 90. i dwutysięcznych dominowała na klubowej mapie kraju (obok lokali m.in. w Głogowie, Ostrowcu czy Brzesku).
To, co wyróżniało Protector w Konarach, to ogromna przestrzeń i podział na strefy, dzięki czemu każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie. Najważniejszymi punktami na mapie klubu były:
-
Sala główna: Centrum dyskoteki, wyposażone w potężne jak na tamte czasy nagłośnienie, imponujące wizualizacje, lasery oraz specjalną klatkę, a później podest do tańczenia. To tutaj grali najlepsi polscy rezydenci (m.in. DJ Hazel, DJ Drum, DJ Gregory) oraz zagraniczne gwiazdy muzyki trance, dance i hands-up.
-
Antresola ze stolikami oraz bar.
Wspomnienia z parkietu, czyli jak bawiły się Konary?
Do klubu zjeżdżały tłumy młodzieży z całego regionu (w promieniu nawet 50-80 km).
- To był po prostu mój drugi dom, byłam tam w każdą sobotę i niedzielę! Zjeżdżali się ludzie z całego regionu. Jak otwierali o ósmej wieczorem, to w kolejce stało się już od wpół do ósmej albo i wcześniej. Kolejka ciągnęła się przez cały parking, żeby w ogóle wejść do środka! - opisują uczestnicy imprez w Konarach.
Imprezy w Konarach to nie było zwykłe dreptanie w miejscu. Klub tętnił życiem, a weekendy miały swój stały podział muzyczny oraz liczne atrakcje.
- W soboty była taka typowa, mocna łupanka, a w niedziele puszczali luźniejszą muzykę, czasem nawet disco polo. No i te legendarne konkursy! Robili wybory mistera i miss lata, konkursy na najkrótszą spódniczkę albo najwyższą szpilkę. A na parkiecie obowiązkowo białe rękawiczki i jazda - słuchamy we wspomnieniach.
Mimo świetnej zabawy, warunki panujące w klubie wymagały od imprezowiczów „grubej skóry” i sporej odporności na brak wygód.
- Wtedy nikomu to nie przeszkadzało, ale w środku normalnie się paliło papierosy, piło się prosto na parkiecie. Mało kto był na tyle rozgarnięty, żeby odnieść pustą butelkę czy szklankę do stolika. Większość po wypiciu po prostu rzucała szkło pod siebie, prosto na ziemię. Na podłodze robiła się warstwa błota wymieszana ze szkłem. Jak wychodziłaś stamtąd nad ranem, to byłaś uwalona tym błotem aż pod kolana! A jak poszłaś w sandałkach, to wracałaś z porozcinanymi nogami. Śmialiśmy się zawsze, że do Konar to najlepiej byłoby jechać w gumowcach! Nawet do toalety nie mozna było dojść spokojnie, trzeba było się dosłownie przeciskać przez dziki tłum - relacjonują dawni imprezowicze.
Dlaczego Protector przeszedł do historii?
Klub słynął z organizacji spektakularnych imprez tematycznych. Piany party, imprezy z udziałem tancerek i tancerzy, pokazy pirotechniczne czy wybory miss – to wszystko budowało prestiż tego miejsca.
Wielu dawnych klubowiczów do dziś wspomina charakterystyczne, energetyczne sety nagrywane na żywo w Konarach, które później krążyły na płytach CD i kasetach magnetofonowych, a dziś z powodzeniem zdobywają setki tysięcy wyświetleń na YouTube w sekcjach retro-klubowych.
Z czasem jednak dyskoteki zlokalizowane poza dużymi miastami zaczęły stopniowo przegrywać walkę z mniejszymi, bardziej selektywnymi klubami w centrach metropolii (takich jak Wrocław czy Poznań). Dodatkowo, zmiana pokoleniowa sprawiła, że młodsza publiczność zaczęła szukać innych form rozrywki. Ostatecznie klub zakończył działalność w pandemii.
Co z budynkiem po dyskotece?
Klub działał w części tzw. Wiejskiego Domu Kultury w Konarach, który był budowany w czynie społecznym przez mieszkańców. Gdy powstały samorządy obiekt przeszedł w zarząd gminy Miejska Górka. Właściciel Protectora podpisywał umowy dzierżawy na te pomieszczenia najpierw z sołtysem i radą sołecką, a nastepnie z władzami gminy.
Po zakończeniu działalności "dyskoteka" jest wykorzystywana na cele wiejskie. Dawny klub stał się siedzibą miejscowego koła gospodyń wiejskich, znajduje się w nim siłownia, jest też wykorzystywany na organizację różnego rodzaju wydarzeń. Wystrój pozostał bez zmian, bo póki co nie ma pieniędzy na kapitalny remont, który byłby potrzebny, żeby pomieszczenia wyglądały zwyczajnie.
- Przez lata opinie mieszkańców na temat funkcjonowania klubu były różne, od akceptacji miejsca, gdzie może się bawić młodzież po liczne skargi związane z zakłócaniem spokoju. Dziś już chyba nikt za nim nie tęskni - przyznaje Andrzej Antkowiak, sołtys wsi.