Wszystko zaczęło się w 2019 roku od dobrej woli. Mieszkańcy bloków w Gościejewicach - jak twierdzili - mieli daleko do wiejskiego placu zabaw, więc gmina - korzystając z funduszy zewnętrznych – postawiła nowoczesne urządzenia na terenie należącym do wspólnoty. Warunek był jeden: gmina buduje i serwisuje, wspólnota dba o porządek. Po kilku latach ta prosta umowa legła w gruzach. Co się wydarzyło, że plac zabaw został zdemontowany i przeniesiony w inne miejsce?
Mieszkańcy bloków: „Nikt nie chce sprzątać za darmo”
Podczas ostatniej sesji rady miejskiej w Bojanowie radna Alina Broniarz odczytała pismo zarządu wspólnoty bloku przy ul. Alternatywy 2c w Gościejewicach, w którym mieszkańcy przedstawiają okoliczności zainstniałej sytuacji ze swojego punktu widzenia i tłumaczą powody swojej decyzji.
- Z uwagi na liczne komentarze, między innymi w mediach społecznościowych, dotyczących demontażu placu zabaw na terenie wspólnoty zarząd pragnie przytoczyć kilka faktów. W umowie zawartej 12 maja 2019 roku dotyczącej bezpłatnego użyczenia części działki pod plac zabaw, poprzedni zarząd wspólnoty, czyli użyczający zobowiązał się do ponoszenia wszelkich kosztów związanych z utrzymaniem porządku na terenie placu (koszenie trawy i zbieranie smieci). Z uwagi na brak chętnych do prac porządkowych, zarząd wspólnoty wystąpił 18 lipca 2025 roku z pismem do gminy Bojanowo w sprawie propozycji sporządzenia aneksu do umowy, w którym wspólnota zaproponowała zmianę treści zapisu, by gmina Bojanowo miała przejąć obowiazki związane z utrzymaniem porządku na placu zabaw - napisali przedstawiciele wspólnoty.
Jak wyjaśniają, aneks miał obowiązywać od 1 sierpnia 2025 roku. W piśmie z 5 sierpnia burmistrz Bojanowa poinformowała wspólnotę, że nie wyraża zgody na sporządzenie aneksu w proponowanej formie, bo, w jej ocenie, konieczne jest tylko regularne wyrywanie roślinności wzdłuż ogrodzenia, co nie powinno generować kosztów dla wspólnoty.
- Ponadto, pani burmistrz poinformowała nas, że utrzymywanie placów zabaw w sołectwach należy do poszczególnych sołectw, na co są przekazywane środki z funduszu sołeckiego. Po otrzymaniu tego pisma wspólnota skontaktowała się z sołtysem przekazując mu obydwa pisma. Ten poinformował, że już w pierwszym półroczu 2025 roku poruszana była sprawa utrzymania porządku na placu zabaw i pracownik urzędu gminy zwrócił mu uwagę, że zgodnie z zawartą umową, to wspólnota odpowiada za porządek na placu zabaw - zaznaczają mieszkańcy bloku.
Zarząd wspólnoty zaznaczył, że nie zgadza się ze stwierdzeniem, iż regularne odchwaszczanie placu zabaw nie generuje dla wspólnoty kosztów. W jego opinii prace te ktoś przecież musi wykonać, poświęcić swój prywatny czas, kupić worki i posegregować śmieci. Zarząd poinformował też, że nie znalazł osoby chętnej do nieodpłatnego wykonywania tego zadania, stąd propozycja aneksu do umowy.
Wspólnota wypowiedziała gminie umowę
Sprawa odmowy zawarcia aneksu została przedstawiona właścicielom mieszkań wchodzących w skład wspólnoty na zebraniu, które odbyło się 14 września 2025 roku. Wszyscy właściciele obecni na zebraniu podjęli uchwałę w sprawie wypowiedzenia umowy gminie Bojanowo. W efekcie - 24 września minionego roku - zarząd dostarczył do gminy Bojanowo pismo z wypowiedzeniem umowy bezpłatnego użyczenia terenu z dniem 31 grudnia 2025.
- Celem wspólnoty nie była likwidacja placu zabaw, lecz chęć rozwiązania z pozoru tak prostej sprawy. Znowu zawiódł czynnik ludzki. Biorąc pod uwagę koszty, jakie poniosła gmina przy demontażu i ponownym montażu ich w innym miejscu, wystarczyłyby one na utrzymanie porządku na długie lata. Plac zabaw był ogólnodostępny dla wszystkich, ale nikt z jego użytkowników też nie zaproponował pomocy. Wspólnota, tak jak każda firma, liczy koszty i jeżeli pani burmistrz uważa, że utrzymywanie porządku na placu zabaw nie generuje kosztów dla wspólnoty, to dla gminy tym bardziej to mała kwota - podkreśla zarząd wspólnoty Alnternatywy 2c.
Gmina: „Umów należy dotrzymywać”
Burmistrz Paulina Wolsztyniak nie kryła rozczarowania postawą mieszkańców, którzy najpierw sami domagali się, by plac zabaw był zlokalizowany blisko bloków, by dzieci miały bliżej niż do tego znajdującego się w innej części wsi.
Podczas sesji przypomniała, że inwestycja kosztowała 60 tysięcy złotych, a gmina wzięła na siebie najtrudniejsze obowiązki: ubezpieczenie, przeglądy techniczne i naprawy.
- Nie jest dla nikogo tajemnicą, że jako gmina nie możemy inwestować w tereny, które nie są własnością gminy. Teren, na którym miał zostać posadowiony plac, był terenem wspólnoty. Po prośbach mieszkańców, poprzednia władza podjęła - dla mnie bardzo pozytywną decyzję - zgadzając się na złożenie wniosku na dofinansowanie inwestycji polegającej na budowie takiego placu zabaw. Natomiast, warunkiem była umowa użyczenia, następstwem czego ją sporządzono. To jest dokument, pod którym widnieją podpisy dwóch wzajemnie zgadzających się stron. Gmina zobowiązała się do postawienia takiego placu, pozyskano na to środki zewnętrzne. To był koszt około 60 tys, zł, z czego ponad 30 tys, zł było z dofinansowania, a reszta to wkład własny gminy Bojanowo - przypomniała włodarz gminy Bojanowo.
Jak podkreśla, zapisy umowy były takie, że po stronie wspólnoty znalazło się utrzymanie czystości, a cała reszta – ubezpieczenie, przeglądy techniczne oraz naprawy - były po stronie gminy.
- Rzeczywiście sygnały o tym, że wspólnota nie chce wywiązywać się ze sprzątania tego terenu docierały do nas już dosyć dawno. Wspólnota zwróciła się do nas z pismem o zmianę zapisu. Ale jeśli zgadzamy się na pewne warunku umowy, to powinniśmy ich dotrzymywać. Odmówiliśmy, stąd uchwała wspólnoty wypowiadająca gminie umowę. Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że nie było celem wspólnoty, żeby zabrać zabawki, bo w piśmie wspólnota wyraźnie prosi nas o demontaż placu i przywrócenie terenu do stanu poprzedniego. Co warto zaznaczyć - pozyskane zostały na to środki zewnętrze, czyli plac jest objęty pięcioletnią trwałością projektu. Na nasze szczęście urząd marszałkowski wyraził zgodę, żebyśmy zdemontowali plac i umieścili go w innym miejscu, bo inaczej - w sytuacji wypowiedzenia umowy musielibyśmy zwracać pieniądze - tłumaczyła Paulina Wolsztyniak.
Jak twierdziła, gmina została postawiona w sytuacji podbramkowej.
- Plac zabaw ma służyć dzieciom, nie robimy tego dla siebie. Wyrwanie trawy i posegregowanie śmieci to nie jest coś, co jest mocno kosztowe. Przykro mi też, że ktoś mówił, że plac był prywatny. Taki obiekt jest zawsze ogólnodostępny, wszystkie dzieci są nasze. Tak to funkcjonuje wszędzie. W tej sytuacji nie mieliśmy innego wyboru. Nie było dialogu, rozmowy, tylko wypowiedzenie umowy - skwitowała.