Reklama

"Na Ukrainie została cała nasza rodzina" Wojna zastała ich w Polsce, w Bojanowie

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: L.Prykhodko

"Na Ukrainie została cała nasza rodzina" Wojna zastała ich w Polsce, w Bojanowie - Zdjęcie główne

Atak Rosji na Ukrainę | foto L.Prykhodko

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Dziś cały świat zamarł na wieść o tym, że Rosja zaatakowała Ukrainę. Wszyscy śledzimy to, co dzieje się u naszych sąsiadów i boimy się tego, jak to może potoczyć się dalej. Najbardziej jednak przerażeni są ci, którzy mają tam najbliższych.

Na terenie naszego powiatu osiedliło się sporo rodzin  pochodzących z Ukrainy. Jedną z nich  jest Liubov Prykhodko, która wraz z mężem i trójką dzieci od 2018 roku mieszka w Bojanowie i traktuje to miejsce, jak swój drugi dom.

Dziś jednak drży o losy swojej ojczyzny i swoich bliskich. Na Ukrainie, w miejscowości położonej około 200 km od Kijowa została mama Liubov, siostra, brat z rodziną, jej nastoletnia córka, teściowie oraz rodzina męża.

"Teściowa zadzwoniła i powiedziała, że u nich wojna"

- O tym, że Rosja zaatakowała nasz kraj dowiedzieliśmy się rano, gdy szykowałam dzieci do szkoły. Zadzwoniła do nas teściowa, że u nich wojna. Już wcześniej po rozmowach z rodziną domyślaliśmy się, że tak może się stać, że Putin to zrobi, ale nie wierzyliśmy, że to już - opowida Liubov, która dziś od samego rana śledzi wydarzenia w swojej ojczyźnie, w okolicy, gdzie wciąż mieszkają jej najbliżsi. Wie, że dzisiaj było słychać strzały w okolicy kilkudziesięciu kilomerów od miasta Czerkasy, z którego pochodzi.

- Mąż z tego wszystkiego poprosił o urlop w pracy, jeden syn też został w domu. Jestem w ciągłym konktacie z córką, z mamą, bo póki co działają telefony i internet, ale nie wiadomo jak długo - dopowiada bojanowianka.

"Nie chcieli wcześniej przyjechać" 

Jak opisuje Liubov  jej teściowie zdecydowali sie wyjechać z miasta na tereny wiejskie, a jej mama z córką i rodziną jej brata nadal pozostają w mieście. Już słyszeli wybuchy w okolicy, gdzie znajdują się bazy wojskowe. Obawiają się nie tylko kolejnych ataków, ale także tego, że przy okazji wysadzona może zostać znajdująca się w bardzo bliskiej odległości bardzo duża fabryka chemikaliów, która może stanowić dodatkowe zagrożenie dla okolicznej ludności.

- Prosiłam mamę wcześniej, by do nas przyjechała, ale nie chciała. Córka nie chce zostawić babci. Mój brat nie będzie mógł upuścić Ukrainy, bo on i jego syn są w tym wieku, że mogą zostać powołani do wojska i nie wolno im będzie przekroczyć granicy - podkreśla Liubov Pryhodko. - Nie wierzę we wszystko, co pokazuje telewizja, bardziej w to co wiem od ludzi z Ukrainy. Oni twierdzą, że sytuacja może być dużo gorsza. Obecnie nie mogą nawet pobrać pieniędzy, bo bankomaty w naszym mieście są nieczynne. Na stacjach nie ma już paliwa, a sklepy i apteki się zamykają. Nawet jak będą chcieli wyjechać, to nie mają jak - bez paliwa i pieniędzy...

Liubov ma nadzieję, że najgorsze scenariusze - mimo wszystko - jednak się nie sprawdzą i że jej bliscy nie ucierpią.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy