Wyprawa zbiegła się w czasie z wyjątkowymi jubileuszami - 250-leciem powstania Stanów Zjednoczonych oraz 100. rocznicą budowy słynnej Route 66.
7000 kilometrów, nie tylko legendarą Route 66
Legendarny szlak ma długość prawie 4000 km i łączy Chicago z Californią. Podróżnicy z Miejskiej Górki postanowili jednak nie tylko przemierzyć tę trasę, ale wycisnąć z wyjazdu jak najwięcej. Regularnie zjeżdżali więc z głównego szlaku na drogi lokalne, a także w stronę stanów Utah i Nevada.
Zrobiliśmy w sumie nie 4000, tylko aż 7000 km - relacjonował z entuzjazmem Zdzisław Goliński. - Mogliśmy sobie pozwolić i zrobiliśmy to. Staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej - mówił, prezentując zdjęcia z tej niezwykłej wycieczki. Zapewnił też słuchaczom dodatkową niespodziankę, czyli poczęstunek w iście amerykańskim stylu.
Podróż rozpoczęła się w Chicago. To ogromna, 3,5-milionowa metropolia, która oszałamia "lasem" wieżowców, w tym słynnym Willis Tower, oraz unikalną architekturą. Stamtąd uczestnicy wyprawy ruszyli na zachód wynajętym samochodem, doświadczając po drodze ogromnych zmian klimatycznych - od rześkich 10 stopni w Wietrznym Mieście, po ponad 35-stopniowe upały na pustyni.
Trasa
wyprawy w pigułce: Illinois - Missouri - Kansas -
Oklahoma - Texas - Nowy Meksyk - Arizona - Nevada -
Utah - Kalifornia.
Dwa światy Ameryki: Cuda inżynierii i potęga natury
Przewodniczący rady miejskiej zwrócił uwagę na wyraźny podział geograficzny i kulturowy USA, którego symboliczną granicą jest potężna rzeka Missisipi.
Te właśnie jedzenie, które państwo macie, to to jest typowe dla stanów wschodnich, czyli tej części Ameryki, gdzie dominują cuda inżynierii i cuda, które wykonane są ręką ludzką. Od strony zachodniej zaczyna się taki prawdziwy zachód i w zasadzie wszystko co naturalne - tłumaczył.
W stanach wschodnich i centralnych podróżnicy podziwiali m.in. Springfield - stolicę stanu Illinois związaną z prezydentem Abrahamem Lincolnem - oraz niesamowite, interaktywne Muzeum Sztuki w St. Louis (City Museum), pełne zjeżdżalni i konstrukcji, z których bez barier mogą korzystać dzieci. Oglądali też las naftowych pomp w Oklahomie, indiańskie totemy oraz XIX-wieczną okrągłą stodołę w Arcadii, gdzie lokalna kapela grała muzykę country.
Z kolei zachód oszołomił ich potęgą natury. Podróżnicy odwiedzili rezerwat Indian Nawaho, gdzie zobaczyli monumentalną skałę Shiprock oraz słynną Dolinę Pomników (Monument Valley), znaną chociażby z kutowego filmu Forrest Gump. Największe wrażenie zrobiły na nich jednak gigantyczne kaniony, w tym Wielki Kanion Kolorado.
- Chciałem tam pojechać odkąd w szkole na geografii pani pokazała nam zdjęcia - przyznał Goliński.
Dwukilogramowe steki i technologiczny szok w Las Vegas
Ameryka to także kulinaria i rozrywka. W Teksasie ekipa odwiedziła historyczną restaurację serwującą gigantyczne steki. Zdzisław Goliński opowiedział o nietypowym wyzwaniu, jakie tam zastał:
Jeśli ktoś bierze steka dwukilowego, do tego sałatkę i wypije piwo, wówczas ma to wszystko za darmo, a jego zdjęcie trafia na ścianę. W tym roku było sześć takich zdjęć z podpisami tych panów, którzy zjedli te dwa kilogramy steku - relacjonował.
Choć Las Vegas nie leżało bezpośrednio na trasie Route 66, podróżnicy nie mogli odmówić sobie wizyty w tym mieście. Radny przyznał, że spodziewał się kiczu, ale zastana rzeczywistość go urzekła, zwłaszcza pod kątem technologicznym. Ogromne wrażenie zrobiła na nim nowoczesna i gigantyczna arena The Sphere.
Największa kula, ekran świetlny na świecie. 1,5 miliona ledów tu jest, a każdy ma jeszcze 5 milionów kolorów. W środku jest widownia na 18 tysięcy ludzi. Jakość dźwięku... coś niesamowitego! Dym, mgła, deszcz - wrażenie niezapomniane” - opowiadał zafascynowany technologią AI wykorzystywaną w tym obiekcie.
Finał na molo w Santa Monica
Po 17 dniach intensywnej jazdy, ekipa dotarła do celu - znaku „End of the Trail” na molo w Santa Monica w Kalifornii. Tam, przy zachodzie słońca nad Oceanem Spokojnym, świętowali sukces. Zdzisław Goliński przyznaje - czas uciekał tak szybko, że zabrakło go na dokładniejsze zwiedzanie samego Los Angeles. Udało im się jedynie przejechać wieczorem przez luksusowe Beverly Hills i słynną ulicę Rodeo Drive.
Wyprawa była wymagająca, ale przyniosła ogromną satysfakcję. Zdzisław Goliński nie krył, że kluczową rolę w urozmaiceniu wyjazdu odegrał jego syn Michał, który często skutecznie namawiał ojca i stryja do porzucenia podstawowej trasy celem podziwiania najcenniejszych krajobrazowo skarbów Ameryki.
Spełniło się moje marzenie. To była najpiękniejsza droga, jaką w życiu przejechałem - podsumował.