Ostatnio temat rawickiego odkrytego basenu powrócił na spotkaniu w Muzeum Ziemi Rawickiej. Wiele dawnych fotografii dotyczyło właśnie tego nieistniejącego miejsca. Dziś w jego dawnej lokalizacji znajduje się targowisko miejskie, a tym, którzy tej historii nie znają przypominamy, kiedy i jak basen powstał i dlaczego dziś nie ma po nim śladu.
Od „ptasiej łąki” do wodnego raju
Basen wykonano na terenie między plantami, komendą powiatową straży pożarnej a zakładem karnym, gdzie obecnie funkcjonuje targowisko miejskie. Jak udało się nam ustalić - wcześniej, przed powstaniem basenu obszar ten nigdy nie był zabudowany. Znajdowały się tam pastwiska i ogrody warzywne należące do rawickich rzemieślników. Na archiwalnych planach Rawicza z przełomu XIX i XX wieku teren oznaczony jest jako tzw. „ptasia łąka” - tradycyjne miejsce zabaw ludowych i festynów.
- Tereny za plantami aż po Dębno właściwie do II wojny światowej były bardzo podmokłe, stąd też potoczna nazwa dzisiejszego osiedla „Żuławy”. W XVIII i XIX wieku stanowiły one nawet tzw. pola fekalne, na które wywożono nieczystości z miasta. Z kolei, w latach 1938 - 1939 korzystało z tych mokradeł więzienie, które różnego rodzaju kanałami i tunelami sprowadzało wodę na ten zakładu, gdzie dla celów komercyjnych hodowano... bobry i szopy - opowiadał kilka lat temu redakcji Piotr Bruder, były archiwista Zakładu Karnego, znawca nie tylko historii placówki, ale i miasta.
Podmokłe pastwiska i pola zamieniono na basen na początku lat 30. XX wieku. Inicjatorem budowy pływalni był ówczesny burmistrz Rawicza Edmund Sławiński (1928-1937 r.), pełniący jednocześnie funkcję prezesa działającego wtedy Towarzystwa Miłośników Sportu Pływackiego. Organizacja przez kilka lat gromadziła fundusze na budowę basenu, prowadzono, m.in. zbiórki publiczne. Inwestycja miała kosztować około 45 tysięcy ówczesnych złotych polskich i jak na tamte czasy była bardzo nowoczesna. Główne wejście znajdowało się od strony plant. Latem basen służył do kąpieli i pływania (długość 25 m), zimą był wykorzystywany jako lodowisko. Obiekt był zelektryfikowany, posiadał szatnię i przebieralnię, obok znajdowało się boisko do siatkówki i miejsca do opalania.
Charakterystyczną ozdobą basenu była ustawiona na środku niecki rzeźba rawickiego niedźwiedzia, wspartego na kamiennym cokole. Rzeźba przetrwała do okresu powojennego, co ciekawe, w czasie późniejszym zastąpiła ją rzeźba z nieistniejącej już fontanny przy domu kultury.
- Były to aniołki z trąbkami i dzbanem, z którego leciała woda, To było w latach 60/70, co się z nimi później stało, nie wiadomo - zaznaczał jeden z mieszkańców.
Od początku, w otoczeniu basenu, oprócz budowy zaplecza technicznego i szatni, planowano również wzniesienie „klubu” - siedziby Towarzystwa. Zachowały się tylko niezrealizowane plany architektoniczne modernistycznej bryły budynku z częściowo przeszklonymi ścianami.
„Z końcem lipca 1939 roku zapisałem się na kurs pływania na rawickim basenie. Prowadził go sierżant Siarkiewicz, instruktor WF w korpusie kadetów. Zdawaliśmy egzamin, a potem odbył się pokaz naszych umiejętności dla rodziców. Otrzymałem legitymację Polskiego Związku Pływackiego” - wspominał jeden z nieżyjących już mieszkańców miasta w jednej z publikacji dotyczącej Rawicza.
Po wodzie na drzwiach od szatni
W czasie niemieckiej okupacji Polakom nie wolno było wchodzić na basen. Cały teren był ogrodzony. Polacy nie mogli też siadać na ławkach na plantach, ani spacerować w pobliżu obiektów więzienia.
Jako dzieci patrzeliśmy przez siatkę, jak Niemcy się tam kąpali. Od strony straży pożarnej była skocznia. Mieli tam taki specjalny wyciąg do nauki pływania, z którego korzystała niemiecka młodzież. Do piersi przymocowywano im pas i tak trenowali na głębokości 3 metrów - opowiada Mieczysław Pawlak, mieszkaniec miasta.
Jak mówi, pamięta też, że w tamtym czasie od strony plant znajdowały się drewniane szatnie.
- Nie było wtedy filtrów, tylko normalnie spuszczali wodę, czyścili basen i nalewali świeżej. Po wojnie, gdy miasto opuszczali Niemcy, a weszli Rosjanie, nie zdążyli opróżnić basenu, bo uciekali. Wtedy, jako dzieciaki, na drzwiach od szatni normalnie pływaliśmy po basenie jak tratwą. Była zima, lód dopiero co puścił, a na dodatek nikt z nas nie umiał pływać. Nie zdawaliśmy sobie chyba sprawy, że możemy się po prostu utopić - relacjonował nieżyjący już rawiczanin Mieczysław Pawlak.
Dodał, że w latach późniejszych pływalnię „przywrócono” rawiczanom, bo w czasach tzw. komuny wręcz nalegano, by z miejsca korzystali przede wszystkim najmłodsi - dzieci i młodzież. Rawiczanin opowiada, że dopiero w latach 60. zastosowano filtry - od strony zakładu karnego zbudowano stację uzdatniania wody i inne potrzebne urządzenia.
„Cegiełki” na nowy i rozbiórka starego
Rawiczanie cieszyli się z basenu do końca lat 80.
- Lato mogłabym spędzać cały dzień na basenie, tam nauczyłam się pływać. Zabawą było moczenie się w wodzie skakanie z trampoliny, chociaż pierwszy skok był przerażający, ale wypłynęłam z okrzykiem, że żyję i była radość - wspominała jedna z rawiczanek. - Jak wakacje się zaczynały i była pogoda, to tylko tam się „urzędowało” - dodał Jarosław Pawlak, właściciel sklepu na deptaku. - Wystarczyło trochę słońca, dobre towarzystwo i ręcznik. Niewiele nam trzeba było do szczęścia - opowiadał inny mieszkaniec miasta.
Mało kto potrafi dziś powiedzieć, jak pływalnia wyglądała. Wchodziło się najpierw do brodzika, w którym płukało się nogi, a im dalej się szło, tym było głębiej.
- Wtedy po prostu cieszyliśmy się, że jest basen i nie zwracaliśmy uwagi na szczegóły. Dopiero teraz, po latach zastanawiamy się nad pewnymi rzeczami - opisywali.
W 1988 roku, podczas obchodów 350-lecia Rawicza i zorganizowanego wtedy Turnieju Miast Rawicz - Płońsk, zbierano pieniądze na budowę krytej pływalni miejskiej. Mieszkańcy mogli wesprzeć inwestycję poprzez zakup specjalnych „cegiełek”. Udało się w ten sposób uzyskać 200 mln ówczesnych złotych.
- Wtedy właśnie zaistniała konieczność budowy krytego basenu na potrzeby miejscowych szkół. Jednocześnie potrzebne było miejsce na porządne targowisko, bo bardzo rozwijał się handel. Rozwiązanie wydawało się dobre, bo na miejscu basenu była już gotowa infrastruktura, którą można było wykorzystać - tłumaczył Piotr Bruder.
W 1989 roku zapadła ostateczna decyzja o rozbiórce basenu.
- Pamiętam to doskonale. Wystarczyła decyzja i żołnierze jednostki wojskowej go zasypali. Rach, ciach i go nie było. Szkoda, bo teraz wszyscy muszą jeździć do Żmigrodu - opisywał Mieczysław Pawlak.
Stary przeciekał, a nowy miał być „spełnieniem marzeń”
Zdzisław Maćkowiak, ówczesny naczelnik miasta, który ostatecznie wydał decyzję o rozbiórce pływalni wspominał, że sprawa była dużo bardziej skomplikowana niż wydaje się Rawiczanom.
- To nie jest tak, że padło hasło „burzymy” i koniec. Wcześniej przygotowana była specjalna ekspertyza. Basen był zbudowany według starej technologii - to była po prostu niecka zalana betonem. W związku z tym, ciągle przeciekał - wyjaśniał Maćkowiak. Jak mówił - miasto nie mogło sobie pozwolić na tak duże ubytki wody, tym bardziej, że wówczas zdarzały się braki w dostawie wody do celów konsumpcyjnych. - Beton pękał, był kilkakrotnie uszczelniany smołą - bo taka była wtedy technologia. Zbudowaliśmy też stację uzdatniania wody, by mniej jej marnować, ale to nie pomagało. Co kilka dni sanepid wydawał decyzję o zakazie kąpieli. Bywały okresy, że basen częściej bywał zamknięty niż otwarty. Problemy więc nawarstwiały się - opowiadał ówczesny naczelnik.
Jak zaznaczył, wtedy pojawiła się moda na budowanie basenów krytych, które miały być łatwiejsze w utrzymaniu i nowoczesne.
- Taka też zapadła decyzja u nas. Chcieliśmy podążać za postępem, dlatego zdecydowaliśmy o zamknięciu odkrytej pływalni. Rozebrano ją i zasypano przy pomocy żołnierzy z jednostki, która wtedy się w mieście znajdowała - relacjonował Maćkowiak. Dodał, że nowy obiekt miał powstać dokładnie w miejscu starego basenu, a pozostałe po nim budynki planowano zagospodarować na cele kulturalne, między innymi kręgielnię. Gotowe były nawet plany, ale kolejne władze postanowiły, że basen powstanie jednak przy ul. Spokojnej.
Niektórzy mówią, że kryty basen jest sztandarowym dziełem lat 90., bo jak na tamte czasy, to rzeczywiście było coś wyjątkowego. Kryta pływalnia powstawała w latach 1992 - 1996 i kosztowała 3 mln 611 tys. zł.