Dlaczego akurat niedźwiedzie? Odpowiedź kryje się w herbie Rawicza oraz starej legendzie o księżniczce Klotyldzie. Według podań, została ona uratowana przez groźnego zwierza, na którym dumnie wjechała do zamku. Ród Przyjemskich, założycieli miasta, uwiecznił to wydarzenie w swoim herbie, a dziś misie stają się symbolem nowoczesnej promocji miasta.
Pierwsza rzeźba na plantach, wykonana z brązu, przedstawia dwa niedźwiadki (większego i mniejszego) przy symbolicznej bramie. To nawiązanie do hasła „Rawicz zawsze otwarty”, ale też do faktu, że planty powstały w miejscu dawnych fortyfikacji obronnych. Za projekt odpowiada ta sama pracownia, która rozsławiła wrocławskie krasnale, co gwarantuje najwyższą jakość artystyczną.
Szlak, który ma łączyć pokolenia
"Szlak Rawickich Niedźwiadków" ma stale się powiększać. Docelowo figurki mają pojawiać się w różnych punktach miasta, tworząc ścieżkę edukacyjno-spacerową. W planach jest angażowanie lokalnych przedsiębiorców, którzy mogliby fundować kolejne misie - każdy z własnym, unikalnym charakterem.
Chemia kontra kultura
Okazuje się jednak, że niedźwiadki - te z plant - są niszczone i to wcale nie przez ludzi, i wcale nie celowo. Chodzi o... mocz psów. Problem, o którym wspomina burmistrz Grzegorz Kubik, jest poważny. Mocz psów wchodzi bowiem w gwałtowną reakcję chemiczną z miedzią zawartą w brązie.
W naturze patyna (szlachetny nalot) tworzy się dziesiątki lat, a przez zanieczyszczenia organiczne proces ten zachodzi niemal natychmiast, prowadząc do trwałych odbarwień i niszczenia struktury metalu.
Grzegprz Kubik zaznacza, że czyszczenie rzeźb jest możliwe, ale kosztowne i krótkotrwałe, jeśli nawyki właścicieli psów się nie zmienią.
- To kwestia naszej odpowiedzialności za przestrzeń publiczną - podkreśla burmistrz, przypominając, że misie mają służyć nie tylko nam, ale i przyszłym pokoleniom Rawiczan.