Wszystko zaczęło się od zwykłego kataru
Historia choroby Leosia, którego rodzina pochodzi z Kołaczkowic w gminie Miejska Górka, rozpoczęła się pod koniec stycznia tego roku. Trzymiesięczny wówczas niemowlak trafił do szpitala z pozoru niegroźną infekcją górnych dróg oddechowych. Standardowe badania krwi wykazały jednak niepokojące anomalie, a w rozmazie pojawiły się pojedyncze blasty – niedojrzałe komórki nowotworowe.
Chłopiec został natychmiast skierowany do specjalistycznego ośrodka onkologii dziecięcej we Wrocławiu. Pod koniec lutego, po serii szczegółowych badań, rodzice usłyszeli diagnozę, która brzmiała jak wyrok: młodzieńcza białaczka mielomonocytowa (JMML).
Młodzieńcza białaczka mielomonocytowa (JMML) to niezwykle rzadki, agresywny i skomplikowany w leczeniu nowotwór krwi wieku dziecięcego. U Leosia badania potwierdziły obecność mutacji genetycznej NRAS oraz podwyższony poziom hemoglobiny płodowej. Te parametry od początku jasno wskazywały lekarzom jedno: jedyną szansą na uratowanie życia chłopca jest przeszczep szpiku.
Wielka mobilizacja i poszukiwanie „bliźniaka genetycznego”
Początkowo chorobę próbowano kontrolować za pomocą doustnej chemioterapii, która miała spowolnić jej postęp. Równolegle rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem – poszukiwanie dawcy szpiku. Szybko okazało się, że nikt z najbliższej rodziny nie wykazuje pełnej zgodności tkankowej. Konieczne stało się znalezienie dawcy niespokrewnionego.
Wokół małego Leosia i jego rodziców, będących pod opieką fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” oraz „Cancer Fighters”, zawiązał się ogromny łańcuch czystej solidarności. Lokalna społeczność powiatu rawickiego i okolic natychmiast ruszyła z pomocą:
-
Akcje rejestracyjne: 1 maja zorganizowano masowe punkty rejestracji potencjalnych dawców w bazie DKMS – m.in. podczas wydarzeń sportowych w Miejskiej Górce oraz Pikniku Europejskiego w Rawiczu.
-
Zbiórki charytatywne: W mediach społecznościowych uruchomiono m.in. zbiórki LIVE, z których dochód przeznaczono m.in. na wsparcie kosztownego procesu leczenia niemowlęcia.
Wysiłki tysięcy zaangażowanych osób oraz bazy DKMS przyniosły przełom pod koniec maja. To wtedy nadeszła upragniona wiadomość: znaleziono zgodnego genetycznie dawcę, który zdecydował się podarować chłopcu cząstkę siebie.
35 minut, które zmieniły wszystko
Sam zabieg podania szpiku, który odbył się 1 lipca, trwał zaledwie 35 minut. Dla rodziców Leosia był to jednak moment, na który czekali od dnia diagnozy.
Ta data już na zawsze zapisze się w naszej pamięci. Będziemy pamiętać każdą minutę, każdą emocję i każdy oddech towarzyszący tej chwili. Przez 35 minut do organizmu naszego synka wpływało coś, czego nie da się zamknąć w worku z płynem. Wpływała nadzieja. Szansa. Nowe życie. Podanie szpiku trwało zaledwie chwilę, ale dla nas był to moment, na który czekaliśmy od dnia diagnozy. Towarzyszyły nam ogromne emocje - wzruszenie, wdzięczność, radość i nadzieja. Nie obyło się bez łez. Tych ze wzruszenia nie dało się powstrzymać- zaznacza Kinga Karolczak, mama Leosia.
Choć sytuację skomplikowała nagła choroba taty Leosia, który z powodu gorączki nie mógł wejść na salę, rodzina pozostała jednością. Ojciec chłopca wspierał syna i żonę przez cały czas za pośrednictwem telefonu oraz czuwając bezpośrednio pod drzwiami oddziału przeszczepowego. W tym samym czasie w domu opiekował się starszym bratem Leosia – Kajtusiem, jako że codzienność rodziny od miesięcy toczy się w rozdarciu między szpitalem a domem rodzinnym.
Walka wchodzi w decydującą fazę
Lekarze i rodzice mają pełną świadomość, że udany zabieg to nie koniec walki, a początek kolejnego, niezwykle wymagającego etapu. Po intensywnej, niszczącej chemioterapii, odporność Leosia spadła praktycznie do zera. Najbliższe dni i tygodnie będą kluczowe – wszyscy czekają na moment, w którym nowy szpik podejmie swoją pracę i zacznie produkować zdrowe komórki krwi.
W tym okresie organizm dziecka jest skrajnie narażony na infekcje oraz potencjalne powikłania poprzeszczepowe, co jest naturalnym, choć niezwykle trudnym elementem procedury transplantologicznej.
Leoś od samego początku udowadnia, że jest prawdziwym wojownikiem. Mimo ogromnego obciążenia chorobą, każdego dnia zadziwia najbliższych swoją siłą oraz dziecięcym uśmiechem.
Z całego serca chcemy podziękować każdemu z Was. Za każdą wiadomość, telefon, modlitwę, dobre słowo i każde “trzymamy kciuki”. Wasze wsparcie naprawdę daje nam siłę wtedy, gdy sami mamy jej coraz mniej. Dziś zaczęła się nowa historia Leosia.Wierzymy, że będzie to historia o zdrowiu, dzieciństwie i długim, szczęśliwym życiu - zaznaczają rodzice chłopca.