Toksyczny problem na wielkopolskich ulicach
Problem dotyczy masowego pojawienia się dwóch specyficznych gatunków motyli w ich stadium gąsienicowym. Zarówno kuprówka rudnica, jak i korowódka dębówka, nie tylko niszczą drzewostan, ale stanowią realne zagrożenie dla zdrowia ludzi. Ich ciała pokryte są tysiącami drobnych, łamliwych włosków zawierających parzącą toksynę. Kontakt z nimi – a nawet z samym powietrzem, w którym unoszą się oderwane włoski – może skończyć się dla człowieka bolesną wysypką, problemami z oddychaniem oraz silnymi reakcjami alergicznymi.
Owady bez przeszkód kolonizują tereny zurbanizowane oraz drzewa rosnące w pasach drogowych. Mieszkańcy alarmują, a lokalne władze... mają związane ręce.
Paragraf blokuje opryski. Za złamanie prawa grozi grzywna
Dlaczego miasta i gminy nie rozpoczęły jeszcze zmasowanej akcji odkażania? Odpowiedź kryje się w absurdzie biurokratycznym, na który w oficjalnym piśmie do burmistrzów, wójtów i prezydentów miast zwróciła uwagę I wicewojewoda wielkopolski, Karolina Fabiś-Szulc.
W obecnej chwili na polskim rynku po prostu brakuje zarejestrowanych środków ochrony roślin, które można legalnie stosować przeciwko tym szkodnikom na terenach publicznych. Co prawda istnieją bezpieczne dla ludzi, biologiczne preparaty oparte na bakteriach Bacillus thuringiensis, jednak ich etykiety dopuszczają użycie wyłącznie w lasach i sadownictwie.
Stosowanie środków ochrony roślin w sposób niezgodny z etykietą jest naruszeniem przepisów art. 76 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o środkach ochrony roślin i podlega karze grzywny – przypomina w oficjalnym pismie, które trafiło chociażby do gminy Pakosław, wicewojewoda Fabiś-Szulc.
Województwo zdecydowało się na radykalny krok i oficjalnie wystąpiło do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z wnioskiem o pilne rozszerzenie zakresu stosowania wspomnianych preparatów biologicznych, tak aby można było legalnie ratować miejskie parki i aleje.
Ulga przyjdzie z naturą. Kiedy zniknie zagrożenie?
Na szczęście dla mieszkańców Wielkopolski, biologia szkodników może okazać się szybsza niż procedury ministerialne. Z analiz naukowych wynika, że obecna, najbardziej uciążliwa faza rozwojowa gąsienic właśnie dobiega końca.
Jeszcze w tym miesiącu (czerwcu) ma nastąpić masowe przeobrażenie żarłocznych gąsienic w postać dorosłego motyla. Oznacza to, że w najbliższych dniach naturalnie spadnie liczba uszkodzeń drzew, a co najważniejsze – zminimalizowane zostanie ryzyko występowania groźnych reakcji alergicznych u ludzi.
Co robić teraz? Eksperci zalecają strategię na jesień
Choć najgorsza fala lada moment minie, urzędnicy i dendrolodzy nie mogą ogłosić sukcesu. Brak działań teraz zemści się w kolejnym sezonie. Służby wojewody zalecają samorządom stałe monitorowanie sytuacji.
Kluczem do wygrania walki z kuprówką i korowódką ma być fizyczne niszczenie ich charakterystycznych gniazd w okresie jesiennym. To właśnie wtedy, poprzez mechaniczne usuwanie oprzędów z drzew, będzie można realnie ograniczyć populację szkodnika i zapobiec jego zmasowanemu atakowi w 2027 roku. Podobne działania prewencyjne będą musieli wdrożyć zarządcy dróg oraz zieleni miejskiej w całej Wielkopolsce.