Reklama

Jutrosinianin wyszywa ornaty i stroje operowe

Opublikowano: ndz, 12 kwi 2020 16:00
Autor:

Jutrosinianin wyszywa ornaty i stroje operowe  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości

Spod igły Mateusza Dąbrowicza wychodzą piękne ornaty, baldachimy, sztandary, chorągwie, stuły, mitry, a nawet stroje dla artystów operowych.

Pasję wyszywania Mateusz Dąbrowicz odziedziczył po swojej mamie.

- Od dziecka przyglądałem się jej poczynaniom i - co ciekawe - mamusia zawsze mnie odpędzała od jej nici. Może dlatego, że mieszkaliśmy wówczas na Sycylii (rodzina wyjechała tam za chlebem - przyp. red.), gdzie ceny nici były wręcz kosmiczne - wspomina

. - Goniłam go, ile mogłam od moich robótek - dopowiada Teresa Dąbrowicz. Jednak hafciarskiego bakcyla Mateusz połknął w niewielkiej manufakturze, która działała nieopodal ich domu. To tam chłopiec spędzał popołudnia po szkole. - Widziałem tam ekstra rzeczy - m.in. przepiękne mundury szyte dla karabinierów i specjalne czapy - opowiada.

 Po siedmiu latach pobytu na Sycylii, państwo Dąbrowicze postanowili wrócić na ziemię rawicką. Najpierw mieszkali w Rawiczu, a potem kupili dom w gminie Jutrosin.

- To była praktycznie... ruina. 16 lat stał pusty - wspomina Mateusz. - Mieszkało tu kiedyś pięć rodzin, które korzystały z jednego... wychodka w ogrodzie. Pokoje były zasypane gruzem i starymi meblami. W oknach wisiały stare szmaty. Wywieźliśmy stąd około 20 przyczep śmieci. Dopiero wprawiając okna dowiedzieliśmy się, że budynek podlega ochronie konserwatora zabytków - wspominają państwo Dąbrowiczowie. Od tamtej pory każdy większy remont w domu odbywa się za zgodą konserwatora. 

Po powrocie do Polski, Mateusz zaczął szyć i haftować, bo... była taka potrzeba. Do branżowej szkoły nie poszedł, bo haftu nauczył się we Włoszech. Wrodzone zdolności manualne bardzo pomogły, ale Mateusz jest też wnikliwym obserwatorem. -

Przygotowaniem szat liturgicznych - od projektu do ostatnich haftów - Mateusz Dąbrowicz zajmuje się od 12 lat. Na rynku jest już uznanym wykonawcą. Jego ornaty noszą księża na całym świecie, a niektóre prace mają ciekawe historie - jak choćby stuła zrobiona dla jednego z proboszczów.

- Zrobiłem tylko takie dwie. I, jak się okazało, jedna z nich została ofiarowana kilka tygodni temu Matce Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze w podziękowaniu za peregrynację obrazu w naszym powiecie - podkreśla Mateusz Dąbrowicz pokazując zdjęcia pięknych prac z wizerunkiem Matki Boskiej.

Kolejne zaskoczenie jutrosinianin przeżył kilka lat temu. - Okazało się, że na okładce książki ks. Grzegorza Śniadocha pt. „Msza trydencka. Mity i prawda”, wydanej w 2011 roku, znajduje się zdjęcie z rzucającym się w oczy ornatem wykonanym w mojej pracowni - dodaje artysta.

W tworzeniu pięknych, oryginalnych szat ważna jest nie tylko technika i wyobraźnia, ale także materiały - przede wszystkim nici.

- Ludzie wyobrażają sobie, że wszystko robione jest jedną nicią. Tymczasem, rodzajów nici jest multum. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jakie można wykorzystać, żeby wyszło coś pięknego - tłumaczy Mateusz Dąbrowicz, otwierając szuflady pełne nici, tasiemek, koralików i kamieni.

Pokazuje te „najciekawsze”, a wśród nich srebrne ebonity, niciurki, czy bajorek. Te ostatnie to nici metalowe - do haftu ozdobnego, skręcone w spiralę. (...) Dodaje, że zdarza mu się też szyć - na specjalne zamówienia - rzeczy zdobione kamieniami... Svarowskiego. Te musi zamawiać aż w Indiach.

W pracowni Mateusza powstają, m.in. ornaty, mitry, stuły, sztandary i chorągwie. Klienci nie tylko polegają na pomysłach hafciarza, ale czasami przyjeżdżają do niego ze swoimi pomysłami. Mateusz Dąbrowicz nie tylko szyje nowe ornaty i sztandary, ale też je... naprawia. 

Stroje czy szaty z pracowni Mateusza można zobaczyć nie tylko w kościele. Od kilku lat Dąbrowicz szyje również na potrzeby światowych oper - tylko na zamówienia.

- Haftowaliśmy kiedyś białą suknię dla światowej sławy diwy - Agnieszki Sokolnickiej, z kamieniami Svarowskiego i może to kogoś dziwić, ale jak się zobaczy taką suknię na scenie w blasku świateł, to dopiero widać efekt i wiadomo, dlaczego ona tak ma wyglądać - podkreśla Mateusz Dąbrowicz, wspominając, że to miłe i niezwykle wzruszające, kiedy na przedstawieniu operowym artystka światowej klasy śpiewa w jego sukni. - I to z pracowni w małej miejscowości. Niektórzy by powiedzieli - z końca świata - uśmiecha się artysta.

Więcej można przeczytać w bieżącym numerze Życia Rawicza

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE