Reklama

Bojanowianin polskim fiatem wybrał się nad węgierski Balaton

Opublikowano:
Autor:

Bojanowianin polskim fiatem wybrał się nad węgierski Balaton - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Auta należące do Romana Piotrowskiego przyciągają uwagę, choć wcale nie są najnowszymi modelami prosto z fabryki. To pojazdy z duszą, pieczołowicie przez niego odnowione, które dzięki jego pasji - nie trafiły na złomowisko i przejadą jeszcze wiele kilometrów. Ostatnio w kolejnej ciekawej wyprawie uczestniczył biały fiat 125 p.

Bojanowianin - z wykształcenia technik żywienia, zawodowy kierowca ciężarówki to wielki pasjonat motoryzacji. Lubi jednak przede wszystkim te samochody, które nie mają elektroniki i innych zbędnych rzeczy. - Wszystkie udogodnienia mam w pojeździe służbowym, ale i tak z nich nie korzystam. Fiat 125 p to jest auto proste w obsłudze i może nie jedzie się tak komfortowo, jak nowoczesnymi autami, ale dla mnie i tak jest lepiej. Nie ma może „klimy”, ale za to jest klimat - żartował Roman Piotrowski w 2019 roku, kiedy po raz pierwszy zainteresowaliśmy się należącym do niego autem.

- Został cały rozebrany do ostatniej śrubki, wykonano wszystkie niezbędne naprawy i razem z kuzynem i sąsiadem, którzy są mechanikami - złożyliśmy go z powrotem - opowiadał bojanowianin.

W 2021 fiat pojechał w charytatywnym Rajdzie Koguta, a także w kolejnej edycji „Złombolu” - do Bułgarii. Również nie zawiódł.

Bojanowianin wyprawę planował od kilku lat

W tym roku fiat pojechał nad węgierski „Balaton”.

- Imprezę tę zainicjowali Polacy w latach 80., gdy zaczęli eksportować „dużego fiata”. W tym kraju było duże zainteresowanie tego rodzaju autami i co roku robiono zlot. Na początku lat 90. wydarzenie wymarło, ale z czasem znalazła się grupa fanatyków, która odtworzyła je w 2012 roku. Zlot odbywa cię co dwa lata, z przerwą wiadomo na pandemię - opowiada Roman Piotrowski.

Jak mówi, przymierzał się do wyjazdu od czterech lat, ale wcześniej nie pasowały mu terminy. W tym roku wyjątkowo z jego urlopem zbiegł się „Złombol”, więc zdecydował o wyjeździe na Węgry, właśnie na zlot dużego fiata. 

Przygody na trasie wyprawy nad węgierski Balaton 

W wyprawie, która trwała pięć dni, towarzyszył mu jak zwykle kuzyn Adam Piotrowski, ale tym razem z żoną. I choć nie była to pierwsza wyprawa fiata, to pierwszy raz zaczął „stroić fochy”. Zepsuła się uszczelka pod głowicą. Na szczęście, jak kilka innych niezbędnych części, Roman miał ją przy sobie, podobnie jak potrzebne narzędzia.

- Na każdej wcześniejszej imprezie się śmiałem z tego, że może kiedyś przyjdzie mi wymieniać uszczelkę i chyba to przepowiedziałem - żartuje Roman Piotrowski. 

Pierwsze „objawy” pojawiły się przed granicą czeską, gdy ekipa wyjechała z Kłodzka. W chłodnicy zagotowała się woda. Myśleli, że to termostat się zaciął, więc został... zdemontowany. Niestety, to nie pomogło. Dalej więc trzeba było jechać ostrożnie, zatrzymując się co 100 km. Panowie byli jednak przygotowani na to, że jeśli zajdzie potrzeba - naprawią samochód nawet na poboczu. Było nawet przygotowane wyjście awaryjne i zamiana fiata na poloneza, ale nie trzeba było z niego korzystać.

Na szczęście, udało się bez większych kłopotów dotrzeć na Węgry. Tam jednak głowica została zdemontowana, zamontowano nową uszczelkę i to pomogło.

- Uszczelka była już zużyta, zaczęła przepuszczać powietrze i wypychało nam płyn chłodniczy do zbiornika wyrównawczego i dlatego rosła temperatura - objaśnia Roman.

Na dalszej trasie auto nie sprawiało już żadnych kłopotów. Być może awaryjności sprzyjała bardzo wysoka temperatura panująca wówczas w całej Polsce. Auto nie do końca dało radę, ale za to pasażerowie - mimo braku klimatyzacji - jak najbardziej. Nie pierwszy raz wybrali się przecież w ciepłe miejsce, gdzie jedyne chłodzenie to jazda z otwartymi oknami. 

Jesteśmy zaprawieni w boju - przekonuje bojanowianin.

Parada przy Balatonie i nagroda dla auta

Na miejscu bojanowski fiat wziął udział w paradzie pojazdów, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt samochodów - najwięcej fiatów 125 p. Bojanowianie zgarnęli także puchar za szczególny samochód. Jak wyjaśnia Piotrowski, doceniono specyficzny wygląd pojazdy, który jest oklejony rajdowymi nalepkami, przez co jest bardzo charakterystyczny.

Piotrowscy zostali też kilka dni nad „Balatonem”, korzystając z ciepłej pogody i wody. Powrót do Bojanowa zajął im 10 godzin. Wyjechali 8.30, z przerwą na dwa tankowania i posiłek, do domu dotarli o 18.40. Zapytaliśmy, jaki koszt benzyny zastali w poszczególnych krajach i okazało się, że najtaniej było w... Polsce. Dużo wyższe niż u nas były ceny w węgierskich punktach.

Fiat, polonez i żuk - bojanowianin ma słabość do "kultowych" aut 

Fiat 125 p to nie jedyne „kultowe” auto należące do Romana. Od kilku lat remontuje także żuka, który niegdyś należał do straży pożarnej. Pojazd już jest na kołach i jeździ po okolicy, ale nie jest całkowicie gotowy. Pozostało malowanie i lakierowanie na pierwotny, czerwony kolor. Gdy będzie już taki, jak wymarzył sobie Roman, także ruszy w dłuższe trasy. 

Na początku tego roku do motoryzacyjnej „stajni” bojanowianina dołączył kolejny skarb.

- Owoc współpracy polsko-koreańskich inżynierów! Zemsta Żerania! Najbrzydszy polski produkt samochodopodobny! - tak żartobliwie Roman opisuje zakup poloneza combi.

Choć śmieje się z niego, to auto darzy sentymentem, bo takich już jest niewiele.

Wszystkie samochody Romana Piotrowskiego będzie można oglądać podczas Ekstremalnego Pikniku, który odbędzie się 3 września na torze w okolicy tzw. Klapowa.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE