Historia Henryka Żarskiego to gotowy scenariusz na film, ale z gatunku takich, który wzruszy każdego, zostanie w głowie na długo i niesie przesłanie, że nawet mimo bardzo wielu przeciwności losu, można osiągnąć coś wielkiego.
Henryk Żarski ma 82 lata. Do Domu Pomocy Społecznej w Pakówce trafił w wieku 18 lat, czyli spędził w nim większość swojego życia. Jak stał się podopiecznym placówki i mieszkańcem gminy Bojanowo, a przede wszystkim nietuzinkowym artystą - znanym i cenionym w Polsce oraz poza jej granicami?
Wojenna sierota bez tożsamości
Urodził się prawdopodobnie w 1944 r. w Jabelwaren w Niemczech. Prawdopodobnie, bo nikt nie zna dokładnych szczegółów jego pochodzenia, ani prawdziwego nazwiska.
Jak przekazuje Małgorzata Szymczak, pracownica placówki i opiekunka Henryka Żarskiego, z listu do Zakładu Specjalnego w Zdunach napisanego w Kalsku w 1958 r. wynika, że został przywieziony do Polski w 1947 r., w transporcie kolejowym sierot wojennych - niewykluczone, że razem ze swoim młodszym bratem, z kartką zawieszoną na piersi, z wypisanym na niej imieniem, nazwiskiem i datą urodzenia.
- Był małym chłopcem, nie wiadomo, co przeszedł, musiał płakać, bo kartka była przemoczona i zupełnie nieczytelna. Nie było więc wiadomo, jak się nazywa, ile ma lat. Nikt też nie wiedział co się stało z jego bratem, nigdy go nie odnaleziono - dopowiada Grażyna Kosowska, wicedyrektor DPS-u Pakówce.
Jak mówi, lekarze na podstawie wyglądu chłopca i etapów rozwoju określili jego możliwy wiek, a sąd nadał mu imię i nazwisko - Henryk Żarski.
Tułaczka po placówkach i przekreślone szanse na adopcję
W 1947 r. trafił do Zakładu Opiekuńczego w Gorzowie, następnie - w 1949 r. - przebywał w Domu Dziecka w Przełazach. Stamtąd wzięli go państwo Jamrozowie, zamieszkali w Kalsku.
- Państwo Jamrozowie czynili starania o przysposobienie Henryka, ale Sąd Grodzki w Świebodzinie postanowił pozostawić sprawę bez biegu do czasu przedłożenia dokumentu urodzenia przez wnioskodawców. Niestety, nie udało się go znaleźć i do adopcji nie doszło - opisuje pani Grażyna.
W 1951 r. znalazł się w szpitalu w Świebodzinie, w 1952 r. krótko był w Państwowym Pogotowiu Opiekuńczym w Nowej Soli - skąd został skierowany do Państwowego Domu Dziecka w Babimoście, a w 1953 r., jako 9-letni chłopiec, trafił do Zakładu Specjalnego w Zdunach prowadzonego przez siostry zakonne. Gdy osiągnął pełnoletność został skierowany do Domu Pomocy Społecznej w Pakówce - tym samym zakończyła się jego tułaczka po placówkach. W Pakówce mieszka do dziś - choć z przerwami.
W 1989 r. na okres 1,5 roku przeniósł się do Trzebosza, do jednej z rodzin i pomagał w gospodarstwie, ale w 1990 r. wrócił do DPS-u. W 1993 r. Henryk zamieszkał we wchodzącym w skład jednostki hostelu w Bojanowie. Był to niewielki domek z ogródkiem, który dzielił z innimi mieszkańcami. Tam rozwijał swoją pasję, co nie uległo zmianie, gdy po likwidacji hostelu wrócił do Pakówki.
Narodziny wyjątkowego artysty
Około 1989 roku (gdy miał 45 lat) zaczął stawiać pierwsze kroki w rysunku ołówkiem i kredką, przerysowując ilustracje z gazet i pocztówek. Pod okiem Ireny Okamfer - instruktorki plastyki z Domu Kultury w Bojanowie nauczył się innych technik malarskich (zaczął malować temperami i akrylami). Zaczął też mówić. Przez wiele lat był postrzegany przez otoczenie jako osoba głuchoniema, nie nawiązywał kontaktu werbalnego i żył w swoim własnym, zamkniętym świecie wykonując głównie prace fizyczne.
Dziś artysta opowiada o swoich dziełach, choć bardzo niewiele. Potrafi jednak przekazać, co przedstawia dany obraz i w prosty sposób komunikuje się z ludźmi ze swojego najbliższego otoczenia.
Światowy sukces i dziedzictwo
Choć Henryk Żarski tworzył w odosobnieniu, jego talent szybko zyskał międzynarodowe uznanie. Był nazywany „Nikiforem z Pakówki”, stał się jednym z najbardziej uznanych i cenionych na świecie polskich przedstawicieli art brut (sztuki surowej, tworzonej przez artystów-outsiderów bez formalnego wykształcenia plastycznego). Jego obrazy można było oglądać m.in. w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Koninie, Warszawie, Wieliczce, Zielonej Górze, Bydgoszczy, Sopocie, Wrocławiu oraz za granicą (Holandia, Niemcy, Szwajcaria, Francja, Słowacja, Włochy, Stany Zjednoczone - Nowy Jork).
Dzięki wsparciu marszandów i opiekunów zaczął podróżować na plenery oraz wernisaże po całej Europie (odwiedził m.in. Belgię, Holandię, Włochy czy Hiszpanię).
- Collection de l'Art Brut w Lozannie: Prace Henryka Żarskiego trafiły do tej najbardziej prestiżowej na świecie szwajcarskiej kolekcji sztuki outsiderów, założonej przez Jeana Dubuffeta. Jest on jednym z zaledwie kilku polskich twórców, którzy dostąpili tego zaszczytu.
- Jego dzieła znajdują się również w Museum Création Franche w Bègles we Francji, art&marges musée w Brukseli, Henry Boxer Gallery w Londynie oraz w licznych prywatnych kolekcjach na całym świecie.
Nurt art brut, w który wpisuje się twórczość Henryka Żarskiego, nazywany niekiedy sztuką naiwną, cechuje przede wszystkim szczerość i autentyczność przekazu. Fascynuje kolorystyka obrazów, na których widać tylko szczątkową perspektywę, proporcje i światłocień. Ta sztuka dzieje się teraz, jest bardzo emocjonalna, wciąga w kreowany przez artystę nieco „bajkowy” świat - tak opisywał obrazy Witold Adamczyk, artysta plastyk, podczas wystawy dzieł Żarskiego w Rawiczu.
Nie miał nawet nazwiska, dziś jest szanowanym i cenionym człowiekiem
O tym jak niezwykła jest jego historia można było posłuchać dziś (18.05.2026) na otwarciu wystawy prac Henryka Żarskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bojanowie. W wydarzeniu wzięło udział spore grono osób, co pokazało, jak ważną, cenioną i szanowaną osobą jest on w lokalnej społeczności.
Dotarli przyjaciele z DPS-u, pracownicy i dyrekcja placówki, a także byli dyrektorzy, przedstawiciele lokalnych instytucji oraz burmistrz Bojanowa, Paulina Wolsztyniak i przewodniczący rady miejskiej, Marcin Triebs.
- Bardzo się cieszymy Heniu, że po raz kolejny wystawa twoich pięknych prac jest właśnie w bibliotece. To dla nas duża przyjemność. Bardzo ci za to dziękujemy - zaznaczyła Aldona Łuczak, dyrektor bojanowskiej biblioteki, a liczni goście gratulowali artyście prac i z ogromnym zainteresowaniem je podziwiali.
Dumy z takiego pensjonariusza nie ukrywała Katarzyna Jankowska, która dopiero od kilku miesięcy pełni funkcję dyrektora placówki. Obecny na spotkaniu Stanisław Wałkiewicz - były wieloletni szef DPS-u - opowiedział o początkach twórczości Żarskiego.
- Pierwsza wystawa Henryka miała miejsce 3 marca 1993 roku i odbyła się w Domu Kultury w Bojanowie, później było ich ogromnie dużo, bo jego prace zostały zauważone i docenione przez krytyków. Wiele z nich zostało kupionych, znalazły się w Stanach Zjednoczonych, w Box Gallery, zostały też kupione przez kolekcjonera w Lozannie i dzięki temu Henryk mógł sobie trochę pojeździć po świecie. Wiem, że do 2006 roku jego dzieła były katalogowane, było ich wtedy około 600, więc teraz pewnie ta liczba przekroczyła tysiąc - mówił zaznaczając, że to niezwykle ważne, że dom (DPS) stwarza Żarskiemu warunki, by mógł realizować swoją pasję i rozwijać niepowtarzalny talent.
Zdradził też ciekawostki, bo jak się okazało - niegdyś prace artysty służyły jako scenografia w programie telewizyjnym - zostały później... skradzione i nigdy ich nie odzyskano. Co warto też zauważyć - obrazy Żarskiego brały udział w bardzo wielu konkursach, powstały prace magisterskie na temat jego twórczości, a leszczyński poeta Andrzej Waldman napisał nawet o nim wiersz.
Na dzisiejszym spotkaniu, oprócz życzeń, był też okolicznościowy tort, a także wzruszający występ. Henryk Żarski zagrał na harmonijce - czego też sam się nauczył.
Wystawę dzieł Henryka Żarskiego w bibliotece można oglądać do 3 czerwca.