Strach i łzy w wielkopolskich domach
Od początku roku telefony w zakładach zduńskich nie milkną. Mieszkańcy kamienic i domów jednorodzinnych, słysząc o nadchodzących zakazach, wpadają w panikę. Dawid Szkaradek przytacza historię jednego ze swoich klientów - starszego, schorowanego mężczyzny, dla którego wymiana pieca to bariera nie do przejścia.
- Byłem w takim mieszkaniu, gdzie mieszka schorowany pan. Ma dwa piece kaflowe i zawołał mnie po to, żebym zmienił mu tą formę ogrzewania. Ale tak naprawdę nie stać go na to. Ten człowiek tak się tego panicznie boi, że nawet ze łzami w oczach powiedział, że najlepiej jakby po prostu wyłączyło mu się serducho - opowiada Dawid Szkaradek.
Dla wielu osób koszt wymiany ogrzewania, sięgający 30 000 zł, jest kwotą astronomiczną. Problemem nie jest tylko samo urządzenie, ale konieczność przebudowy całych instalacji gazowych, wentylacyjnych i grzejnikowych.
Pułapka przepisów: Nadgorliwość czy ekologia?
Zgodnie z wielkopolską uchwałą antysmogową, od 2026 roku urządzenia zduńskie - piece kaflowe i kuchenne (tzw. angielki) stały się nielegalne. Co ciekawe, zdun podkreśla, że Unia Europejska nie zakazuje stosowania urządzeń zduńskich, a w krajach takich jak Austria, Niemcy czy Szwajcaria są one nadal cenione.
- Nasza uchwała antysmogowa nie pozwala używać piecy kaflowych i kuchennych od 1 stycznia 2026 roku. W Austrii, w Niemczech, w Szwajcarii czy nawet w Czechach te urządzenia nie są zakazane - wyjaśnia rzemieślnik.
Piec kaflowy jako „półtoratonowy katalizator”
Z punktu widzenia rzemiosła, dobrze skonstruowany piec kaflowy to niezwykle efektywne urządzenie akumulacyjne. Zdun nazywa go „półtoratonowym katalizatorem”. W przeciwieństwie do kotłów na pellet czy ekogroszek, które pracują całą dobę, w piecu kaflowym pali się krótko, a ciepło oddawane jest przez wiele godzin.
Kluczem do czystego powietrza nie jest jednak sama konstrukcja, a sposób spalania i jakość drewna. Zdun instruuje, że palić należy od góry, używając drewna o wilgotności poniżej 20%.
- Jeżeli ktoś naprawdę pali suchym opałem, to wcale nie jest to szkodliwe. Przy paleniu od góry ogień spala nam bardzo dużą część cząstek smolistych i energetycznych zawartych w dymie. Z komina leci tylko para wodna - wyjaśnia specjalista.
Apel o ludzkie podejście do kontroli
Dawid Szkaradek wystosował oficjalny apel do urzędników i osób przeprowadzających kontrole. Prosi w nim o to, by zamiast nakładania kar za samo posiadanie pieca, skupić się na edukacji i sprawdzaniu tego, co trafia do paleniska.
- Mam apel do urzędników. Niech nie podchodzą w ten sposób, żeby karać za urządzenia, tylko żeby karali za zły opał, bo w Polsce nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego wymienić. Nie jesteśmy przygotowani do pomp ciepła i tych wszystkich nowych urządzeń - podkreśla.
Rzemieślnik zwraca uwagę na jeszcze jeden absurd - poradniki bezpieczeństwa państwowego zalecają posiadanie alternatywnych, niezależnych źródeł ciepła (jak kominki czy kozy) na wypadek sytuacji kryzysowych, podczas gdy lokalne uchwały nakazują ich likwidację.
Jak prawidłowo palić w piecu kaflowym?
Aby palenie było ekologiczne i zgodne z „duchem” ekoprojektu, należy przestrzegać kilku zasad:
- Suche drewno: Wilgotność paliwa musi być niższa niż 20%.
- Metoda odgórna: Na dnie układamy grube polana, wyżej średnie, a na samej górze drobną rozpałkę.
- Czysty komin: Dzięki wysokiej temperaturze w górnej warstwie, dym jest „dopalany” przez ogień, co minimalizuje emisję pyłów.