W drugiej połowie lutego Anita Włodarczyk udała się do Kataru. Tam przygotowywała się do lekkoetletyczne startu sezonu. Sytuacja na Bliskim Wschodzie zmusiła sportsmenkę i jej trenera do opuszczenia Kataru. Droga do bezpieczeństwa nie była jednak prosta. Jak poinformowała lekkoatletka w swoich mediach społecznościowych, podróż z Doha do Splitu trwała aż 43 godziny i wiodła przez Rijad, Londyn oraz Monachium.
Regeneracja
Długa podróż i niepewność związana z sytuacją w regionie odcisnęły piętno na kondycji fizycznej mistrzyni. Anita przyznała, że ostatnie dni to czas dużego stresu, braku snu i całkowitego rozregulowania organizmu, co uniemożliwiło jej regularne treningi.
- Jestem w Splicie. Powoli wracam do treningów - skomentowała w mediach społecznościowych. - Organizm jest rozregulowany, więc trzeba teraz dbać również o odpowiednią regenerację przy treningach - dodała.
Mistrzyni olimpijska wspiera rodaków
Mimo że sama jest już bezpieczna, pochodząca z Rawicza sportsmenka aktywnie angażuje się w pomoc Polakom, którzy wciąż znajdują się w strefie zagrożenia. Włodarczyk na bieżąco odpowiada na pytania dotyczące logistyki i transportu do Rijadu, dzieląc się doświadczeniem z ostatnich dni. Podkreśliła również swoją radość z faktu, że ruszyły oficjalne loty ewakuacyjne dla Polaków przebywających na Bliskim Wschodzie.